dr Tomasz Makowski
Jan Zamoyski, ostatni Ordynat

Jan Tomasz Zamoyski był synem Maurycego, ministra spraw zagranicznych, kandydata na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, posła RP we Francji, mecenasa kultury i jednego z najbogatszych Polaków. W 1939 roku, na cztery miesiące przed wybuchem II wojny światowej, odziedziczył po nim Ordynację Zamojską – od XVI wieku jeden z największych kompleksów dóbr magnackich w Polsce i w Europie. Miał wówczas 27 lat i od roku był mężem Róży z Żółtowskich.


Wybuch wojny postawił Ordynata w sytuacji konieczności podejmowania wyjątkowych zadań i dokonywania trudnych wyborów. Musiał wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie i swoich bliskich, za pracowników Ordynacji, ale także za najcenniejsze zabytki piśmiennictwa polskiego zgromadzone w Bibliotece Ordynacji Zamojskiej w Warszawie.


Znalazł się w szeregach Armii Krajowej. Podczas niemieckiej pacyfikacji Zamojszczyzny wraz z żoną uratował z hitlerowskiego obozu w Zwierzyńcu 460 odebranych matkom dzieci. Jego interwencja u dowódcy SS na dystrykt lubelski Odila Globocnika przyczyniła się do utworzenia czterech szpitali dla 1500 dzieci.

Wojna przyniosła niemal całkowitą zagładę kolekcji artystycznych i bibliotecznych gromadzonych i pieczołowicie przechowywanych przez kolejne pokolenia Zamoyskich. Ogromną zasługą Ordynata było ratowanie tych niezwykle wartościowych i ważnych dla kultury zbiorów. Zachował się list Bogdana Horodyskiego – przed wojną kustosza w BOZ, a później po. Dyrektora BN – do prof. Ludwika Kolankowskiego – przed wybuchem wojny dyrektora BOZ, późniejszego rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu– z 2 stycznia 1947 roku, w którym B. Horodyski informuje o przewiezieniu z Jasnej Góry uratowanych osobiście przez Ordynata skarbów – najcenniejszych dla dziedzictwa narodowego obiektów: 128 rękopisów (głównie cymeliów), 435 druków z XVI wieku i 211 inkunabułów, 11 woluminów z biblioteki Zygmunta Augusta.

Po wojnie musiał zmierzyć się z upadkiem Ordynacji po czterech stuleciach jej trwania. Jako ostatni, szesnasty Ordynat został pozbawiony majątku, następnie był dwukrotnie aresztowany, a w 1949 roku – skazany bezpodstawnie na piętnaście lat więzienia. Po ośmiu latach odzyskał wolność.

Jan Zamoyski, w pełni świadomy odpowiedzialności za Bibliotekę Ordynacji Zamojskiej, jedną z najcenniejszych w Polsce, po nacjonalizacji majątku Ordynacji podjął w 1946 roku odważną decyzję przekazania tego, co po niej pozostało,w depozyt wieczysty Książnicy Narodowej. Ze szlachetną skromnością uzasadniał tę decyzję w wywiadzie udzielonym trzy lata przed śmiercią: „To była praca 16 pokoleń. To nie było moje. Ja byłem tylko administratorem, zarządcą, opiekunem [...]. Jedyna rzecz, którą warto było ratować, to dobra kultury – wspólne dobra, nas wszystkich”.

Jan Zamoyski doceniał starania i misję Biblioteki Narodowej. W liście do dyrektora Witolda Stankiewicza z 11 października 1978 roku pisał:

„Jako ostatni Kurator byłej Biblioteki Ordynacji Zamojskiej, co mogłem, wyratowałem z pożogi i zniszczenia, dokonanego przez barbarzyńców hitlerowskich, składając tę cząstkę po odzyskaniu niepodległości w Bibliotece Narodowej na ręce dr. Bogdana Horodyskiego. Niech mi wolno będzie prosić, by ta cząstka Biblioteki Ordynackiej uratowana przeze mnie i ekipy ewakuujące zabytki Warszawy służyła nadal ku chwale kultury i nauki polskiej szerząc wielkie idee pierwszego jej twórcy kanclerza Jana Zamoyskiego”.

W wolnej Polsce po 1989 roku objął funkcję prezesa Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, a od roku 1991 piastował urząd senatora Rzeczypospolitej Polskiej. Został odznaczony najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Biblioteka Narodowa, chcąc uczcić rocznice urodzin i śmierci Wybitnego Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej i jej Dobroczyńcy, otwiera wystawę prezentującą swoje najcenniejsze zabytki kartograficzne – włoskie atlasy renesansowe, pochodzące z Biblioteki Ordynacji Zamojskiej.

dr Tomasz Makowski
Dzieje Biblioteki Ordynacji Zamojskiej

Za przodka Zamoyskich uchodzi Florian Szary, który według historyka Jana Długosza (1415–1480) na pamiątkę ran odniesionych w bitwie pod Płowcami miał otrzymać nowy herb Jelita z trzema kopiami w tarczy, w miejsce starego herbu Koźlerogi. Pierwszym historycznie potwierdzonym Zamoyskim jest Tomasz z Łaźnina (zm. ok. 1473); w 1443 roku kupił on wieś Zamość w ziemi bełskiej, od której wziął nazwę cały ród. Jego najstarszy wnuk Mikołaj (1472–1532) był wybitnym prawnikiem i sekretarzem królewskim, młodszy Feliks (zm. 1535) – podkomorzym chełmskim. Dwaj synowie Feliksa sięgnęli już po urzędy senatorskie: Florian (zm. 1591) objął kasztelanię bełską, a Stanisław (1519–1572) kasztelanię chełmską. Dopiero jednak syn Stanisława, Jan, sięgnął po najwyższe urzędy w Rzeczypospolitej.


Jan Zamoyski (1542–1605), kanclerz i hetman wielki koronny za panowania Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, był postacią niezwykłą. Zdobył wszechstronne wykształcenie na uniwersytecie w Padwie pod kierunkiem wybitnego profesora Carla Sigonia (ok. 1524–1584). Interesował się prawem, historią, filologią i medycyną. Najlepszym świadectwem staranności jego studiów jest wydana w 1563 roku w weneckiej oficynie rozprawa o senacie rzymskim (De senatu Romano libri duo), której wartość do dziś jest podnoszona przez badaczy światowych. Cieszył się autorytetem w środowisku akademickim, czego dowodzi wybór w 1563 roku na rektora uniwersytetu prawników. W roku następnym wydał pierwszy zbiór praw uniwersytetu (De constitutionibus et immunitatibus Almae Universitatis Iuristarum Gymnasii Patavini Libri Quatuor), a ponadto zdołał je obronić przed władzami Republiki Weneckiej, na której terytorium uczelnia ta się znajdowała.


Po powrocie do kraju w 1565 roku został jednym z sekretarzy królewskich w kancelarii koronnej, uważanej za szkołę elit. Ambitny, dobrze wykształcony i skuteczny w działaniu sekretarz zdobył sympatię króla Zygmunta II Augusta (1520–1572). Jednym z najważniejszych zadań, jakie zostały mu wówczas polecone, było uporządkowanie Archiwum Koronnego, czego pamiątką jest zachowany inwentarz (rps AGAD AZ 33). Znajomość znajdujących się w nim dokumentów dawała młodemu kasztelanicowi przewagę nad innymi politykami w dyskusjach dotyczących prawa w Rzeczypospolitej. Wziął udział w poselstwie do Paryża, wysłanym po Henryka Walezego – następcę zmarłego Jagiellona, a po porzuceniu przez niego tronu polskiego aktywnie uczestniczył w elekcji Stefana Batorego (1533–1586), za którego panowania zdobył ogromne wpływy i majątek. W 1576 roku, jako 34-latek, został podkanclerzym, a dwa lata później kanclerzem wielkim koronnym. Od  roku1581 aż do śmierci łączył kanclerstwo z urzędem hetmana wielkiego koronnego. „Posiadł ogromną władzę w znacznej mierze dzięki osobistemu autorytetowi. Po nim nikt w Polsce – królów nie wyłączając – władzy takiej nie miał, nawet Tadeusz Kościuszko. Może dopiero Józef Piłsudski” (Z. Spieralski).


Silna osobowość, inteligencja, głębokie i wszechstronne wykształcenie oraz zmysł organizacyjny pozwoliły Janowi Zamoyskiemu zrobić karierę wyjątkową, wręcz olśniewającą. Rozpoczynając ją, posiadał trzy i pół wsi, już po 17 latach mógł z posiadanego majątku utworzyć ordynację, zaś w dniu jego śmierci „państwo zamojskie” obejmowało powierzchnię większą niż niektóre księstwa europejskie.
Czterokrotnie się żenił. Najpierw z Anną Ossolińską (zm. 1572), chorążanką lubelską, bratanicą Hieronima, kasztelana sandomierskiego, w 1577 roku z Krystyną Radziwiłłówną (1560–1580), najmłodszą córką kanclerza litewskiego Mikołaja Czarnego, w 1583 roku. z Gryzeldą Batorówną (zm. 1590), bratanicą króla Stefana Batorego, i w 1592 z Barbarą Tarnowską (ok. 1566–1610), córką kasztelana sandomierskiego Stanisława.


Jego największym dziełem okazał się bez wątpienia Zamość. Nowe miasto, lokowane w 1580 roku, było potężną twierdzą, w której murach znalazła się kolegiata, Akademia (uniwersytet), drukarnia, pałac właściciela, domy Polaków, Ormian, Żydów, Greków, Niemców, Anglików, Szkotów, Włochów i przedstawicieli wielu innych narodowości. Zamość stał się konkurencyjnym ośrodkiem handlowym między Lwowem i Lublinem oraz siedzibą administracji rozległych dóbr „państwa zamojskiego”. Projekt miasta w detalach przemyślany przez Zamoyskiego został sprawnie zrealizowany przez Bernarda Moranda (ok. 1540 – ok. 1601), który jednak we wszystkim czuł się związany wolą właściciela. Kanclerz był nawet autorem inskrypcji na zamojskich budowlach, choć nie brakowało w jego otoczeniu najwybitniejszych poetów. Program ideowy każdej jego fundacji najlepiej świadczy o erudycji i guście. „Chciał wzbudzić podziw wyrafinowaniem, subtelnością i szlachetną prostotą” (J. Kowalczyk).


Trudno nie ulec urokowi Wielkiego Kanclerza, nawet wiedząc o jego wadach i popełnionych błędach, niektórych bardzo poważnych i mających swoje konsekwencje ustrojowe, polityczne i społeczne. Jednak bez kultury dworu Zamoyskiego Rzeczpospolita byłaby istotnie uboższa. To z jego woli powstał Zamość, miasto idealne, oraz środowisko kulturalne i naukowe, jego zasługą było wyłowienie i wypromowanie młodych, a także mecenat nad uznanymi twórcami. Już na początku ministerialnej kariery pozyskał sobie najwybitniejszego poetę polskiego renesansu, Jana Kochanowskiego (ok. 1530–1584), którego tragedia Odprawa posłów greckich uświetniła jego wesele z Krystyną Radziwiłłówną, i który służył mu swym piórem aż do śmierci. Z czasem jego miejsce zajął Szymon Szymonowic (1558–1629), ale już jako dworzanin i nadworny poeta.
„Końcowa faza renesansu w literaturze polskiej [...] wiąże się niezwykle mocno z mecenatem Zamoyskiego” – słusznie napisał prof. Janusz Pelc. I trzeba dodać: nie tylko w literaturze. Wśród współpracowników, dworzan i klientów kanclerza spotykamy m.in. takich wybitnych twórców, jak filozof Szymon Birkowski (1574–1626), filolog i filozof Adam Burski (ok. 1560–1611), Piotr Ciekliński – autor Potrójnego z Plauta (1558–1604), prawnik Tomasz Drezner (1560–1616), historyk Reinhold Heidenstein (1553–1620), pisarz polityczny Jan Szczęsny Herburt (1567–1616), teolog Stanisław Sokołowski (1537–1593) oraz poeci: Sebastian Fabian Klonowic (ok. 1545–1602), Andrzej Schoneus (1552–1615), Andrzej Zbylitowski (ok. 1565 – ok. 1608).


Książki, które Zamoyski gromadził, stanowiły część szerokiego i przemyślanego programu inwestycyjnego. I właśnie termin „książki” zamiast „biblioteka” wydaje się właściwszy w odniesieniu do działalności kanclerza. Do końca jego życia nie zostały one uporządkowane, pozostawały w skrzyniach lub u uczonych zamojskich, którym je pożyczono, bo też i wystawienie biblioteki w takim kształcie, w jakim zwykliśmy je spotykać w rezydencjach magnackich, nie było jego celem. Powstał księgozbiór użytkowy w najlepszym tego słowa znaczeniu, dostępny dla właściciela i otaczających go autorytetów naukowych.


Jan Zamoyski odwoływał się do książek, a szczególnie dzieł uznanych autorów, jak również do poważanych autorytetów. Zajmując stanowisko w sporze o poprawność łacińskiego manifestu na otwarcie Akademii, stwierdza w liście z 14 marca 1594 roku do Melchiora Stefanidesa, iż może go przekonać przykład uznanego pisarza. Chętnie czytał, nawet podczas wypraw wojennych, co spotykało się czasem z dezaprobatą współczesnych. Był „jednym z owych rzadkich mężów, którym dane było przez życie całe dzierżyć w jednej ręce miecz, a w drugiej księgę” (S. Łempicki). U potomnych jego zainteresowania czytelnicze pozostały w pełnej podziwu pamięci. Adam Burski w mowie żałobnej wygłoszonej 5 czerwca 1606 roku nazwał go „żywą biblioteką”, a Jakub Sobieski, kasztelan krakowski i wychowanek Akademii Zamojskiej (1590–1646), w instrukcji napisanej dla synów Marka i Jana, późniejszego króla polskiego, udających się w podróż po Europie, napisał, iż „privata Lectio [lektura osobista] Jana Zamoyskiego uczyniła wielkim”.
Zamkowe pomieszczenie, w którym znajdowały się książki, pełniło zarazem rolę skarbca, archiwum i biblioteki. Nad jego bezpieczeństwem czuwał podskarbi kanclerza. Jedyny znany nam bibliotekarz zawiadujący tym księgozbiorem to ksiądz Marcin Nagórka, choć za życia Zamoyskiego tytułu bibliotekarza nie nosił. Sprowadzaniem książek zajmowali się uczeni zamojscy, kierując się bieżącymi potrzebami, zaś największy wpływ na gromadzenie miał Szymon Szymonowic, dla którego jedna z wizyt w skarbcu-bibliotece skończyła się zresztą dotkliwym pogryzieniem przez pilnującego psa.


Wielkość księgozbioru trudno określić. Bonifacio Vannozzi (1551–1627), sekretarz kardynała Enrica Caetaniego – legata papieskiego w Polsce, w relacji z wizyty w Zamościu w 1596 roku określił księgozbiór jako duży („libraria grande”). Po śmierci kanclerza na pomieszczenie pozostałej po nim biblioteki potrzebowano 8 szaf.
Książki trafiały do kanclerza różnymi drogami. Pierwsza informacja o dokonanym przez niego zakupie publikacji książkowej pochodzi z Padwy – 20 czerwca 1561 roku umieścił na niezachowanych do naszych czasów Annotationes in XXIV libros Pandectarum Guillaume’a Budé (1467–1540) jedyną znaną notę proweniencyjną. Nie był to zapewne odosobniony zakup. Studia padewskie to okres intensywnych lektur, o czym świadczą przekazy biografów i zachowane notaty (rps BN BOZ 74). Śledząc uważnie rynek księgarski w Europie, Zamoyski orientował się dobrze w nowościach i najlepszych edycjach. Potrzebnych książek i rękopisów poszukiwał poprzez agentów oraz zaprzyjaźnionych intelektualistów w całej Europie. Potwierdzone są kwerendy w bibliotekach i u księgarzy angielskich, niemieckich, francuskich, holenderskich i włoskich. W liście z 1603 roku do Thomasa Jamesa (ok. 1573–1629), pierwszego kustosza słynnej Biblioteki Bodlejańskiej w Oksfordzie, prosił o skopiowanie stron tytułowych dzieł Cycerona (106–43 p.n.e.), których sam nie znał. Warto zwrócić uwagę, że list jest faktycznie recenzją katalogu rękopisów wydanego przez adresata w roku 1600  pod tytułem Ecloga Oxonio-Cartabrigiensis… Korzystając z pomocy dyplomatów, sprowadzał z Konstantynopola greckie rękopisy. Z wypraw wojennych wśród łupów przywoził również książki, czego do dziś pamiątką jest Pskowski pierwszy latopis (rps BN BOZ 78).


Jako wpływowy polityk i mecenas otrzymywał liczne dary autorskie współczesnych twórców, m.in. poetów, teologów, historyków i pisarzy politycznych. Były wśród nich książki specjalnie oprawiane, z superekslibrisem donacyjnym – m.in. dary biskupa Marcina Białobrzeskiego (BN XVI.F.20), Reinholda Heidensteina (BN XVI.F.56) czy Krzysztofa Warszewickiego (BN XVI.Qu.108). Trafiały również do rąk Zamoyskiego dzieła mu dedykowane – do tej pory odnaleziono około stu.
Tradycyjnie niektóre spośród wspaniałych obiektów BOZ wiązane są z postacią kanclerza, choć dowodów źródłowych na to nie ma. Można tu wymienić iluminowany przez Stanisława Samostrzelnika w latach 1530–1535 Katalog arcybiskupów gnieźnieńskich Jana Długosza (rps BN BOZ 5), tzw. Kodeks Zamoyskich zawierający najstarszy przekaz kroniki Galla Anonima z XIV wieku (rps BN BOZ 28) lub zdobiony przez Giovanniego Pietra Biraga egzemplarz Sforziady (BN Inc.F.1378). Innym przykładem może być wspaniale iluminowany odpis z 1467 roku Geografii Klaudiusza Ptolemeusza, który tradycja rodzinna Zamoyskich identyfikowała jako dar papieski dla hetmana (rps BN BOZ 2), lub unikatowa, najstarsza edycja francuskich godzinek z przełomu 1485 i 1486 roku uważana za jego osobisty modlitewnik (BN Inc.Qu.335).


Zamoyski przejmował również całe kolekcje lub ich fragmenty. Po śmierci Stanisława Górskiego, historyka i kanonika krakowskiego (ok. 1497–1572), z którym porządkował archiwum koronne, przejął zgromadzone przez niego oryginały, minuty i odpisy dokumentów, głównie listów, z kancelarii królewskiej z lat 1512–1549, zwane Tekami Górskiego (rps BN BOZ 2053 teki 1–29). Były one podstawą kolekcji odpisów źródeł znanych pod nazwą Acta Tomiciana, „najznakomitszego pomnika nauki historycznej” (H. Barycz) i „jednego z zasadniczych źródeł do dziejów Polski i krajów sąsiednich w okresie Odrodzenia” (W. Urban). Wśród odpisów i brulionów znajdują się liczne autografy listów do podkanclerzego i biskupa krakowskiego Piotra Tomickiego (1464–1535), króla Zygmunta I Starego (1467–1548) i królowej Bony (1494–1557), m.in. od Erazma z Rotterdamu (1467– 1536), Jana Dantyszka (1485–1548) – poety, dyplomaty i biskupa warmińskiego, Samuela Maciejowskiego (1499–1550) – kanclerza wielkiego koronnego i biskupa krakowskiego, Andrzeja Krzyckiego (1482–1537) – poety i prymasa.


Nie wiemy, jak Zamoyski wszedł w posiadanie części księgozbioru króla Zygmunta II Augusta, słynnych monumentów, które zgodnie z testamentem winny trafić do kolegium jezuitów w Wilnie. Liczącą ponad 4000 woluminów bibliotekę uważano za jedną z najwspanialszych w Europie. Książki, głównie współczesne edycje, były oprawiane przez krakowskich i wileńskich introligatorów w brązową cielęcą skórę. Na tylnej oprawie tłoczono napis: „Sigismundi Augusti Regis Poloniae Monumentum” i datę wykonania, zaś na przedniej – superekslibris króla, w siedmiu odmianach, z herbami Polski (Orłem) i Litwy (Pogonią) oraz tytułem dzieła. W 1565 roku biblioteka została przeniesiona do Tykocina, sąsiadującego ze starostwem knyszyńskim, trzymanym przez Zamoyskiego. W BOZ znajduje się największa zachowana część tej biblioteki: 148 dzieł w 95 woluminach (przed drugą wojną światową było 168 dzieł w 115 woluminach). Wydaje się, że do króla należały również trzy zachowane rękopisy: z XV wieku dzieła św. Atanazego (BOZ 10, obecnie Muzeum Narodowe w Warszawie) i Biblia czeska (rps BOZ 7, obecnie Narodni Knihovna w Pradze), a także Historia Aleksandra Wielkiego z 1510 roku (rps BN BOZ 79).


Co kierowało Zamoyskim przy zakupach książek? Jego osobiste zainteresowania historyczne i filologiczne szły w parze z programem, jaki postawił przed Akademią i całym ośrodkiem zamojskim. Nie kupował i nie zamawiał luksusowych rękopisów i druków. Znając wagę propagandową druku w polityce, jak również w sferach uczonej Europy, nie szczędził zainteresowania i środków finansowych powstałej drukarni zamojskiej. Wzgląd na przyszłe publikacje decydował o wielu poszukiwaniach i zakupach bibliotecznych. Biblioteka w planach kanclerza odgrywała rolę zaplecza drukarni, m.in. dzięki zbiorowi podręczników, które miały być przedrukowane na potrzeby dydaktyczne, i kolekcji rękopisów starożytnych, które należało wydać lub przetłumaczyc i wydać. Właśnie pierwodruki miały świadczyć o dojrzałości ośrodka zamojskiego. Zamoyski zamierzał stworzyć oficynę na miarę przedsięwzięć Alda Manuzia (1449–1515) lub Christophe’a Plantina (ok. 1520–1589).
Powołana do życia uczelnia wyższa, z rozwiniętym studium filologii, miała zapewnić kompetentnych edytorów. Może więc nie dla żartu na pytanie Adama Burskiego, dlaczego na swoim dworze w Zamościu nie trzyma stale skoczków i muzykantów, kanclerz odpowiedział, że profesorowie Akademii są jego muzykami, a druk to jego muzyka. Zatrudniając przy pracach wydawniczych swój uczony dwór, którego nie można oddzielić od Akademii, Zamoyski zrealizował w krótkim czasie całkiem ambitny program. Przykładem jest wydanie De collocatione verborum (O zestawieniu słów) Dionizjosa z Halikarnassu (I w. p.n.e.) — tekstu greckiego z pierwszym tłumaczeniem na łacinę przygotowanym przez Szymona Birkowskiego z rękopisu zakupionego przez kanclerza (kat. 43).
Słowa napisane w 1604 roku przez wybitnego humanistę niemieckiego Johanna Chessela (1533–1613) potwierdzają niezbicie, że Zamoyski odniósł sukces: „Kto stamtąd do nas przybywa, poświadcza, że uczą tam na wysokim poziomie, tego samego dowodzą wydawnictwa profesorów. Niejedno z nich czytałem a temi dniami widziałem spis tego, co już w Zamościu częścią wydano, częścią wkrótce się ogłosi” (za S. Kotem).


Zgodnie z testamentem Jana Zamoyskiego, Ordynację wraz z książkami przejął jego jedyny syn Tomasz (1594–1638), w przyszłości – jak ojciec – kanclerz wielki koronny. Jego właśnie przedstawia pochodzący z ok. 1605 roku obraz olejny, portret chłopca na tle ksiąg, który jednak nie oddaje rzeczywistego wyglądu biblioteki zamojskiej. Uważa się, że syn założyciela znacznie powiększył bibliotekę, czemu sprzyjało zdobyte wykształcenie i znane zainteresowania, choć dzieł faktycznie z nim identyfikowanych pozostało niewiele. Jego syn, wojewoda sandomierski Jan Zamoyski Sobiepan (1627–1665), miał uzupełnić bibliotekę o literaturę rozrywkową, zwłaszcza francuską. Zainteresowania kulturalne III ordynata, kształtowane bardziej w podróżach po Europie niż na podstawie studiów i lektury dzieł teoretycznych, koncentrowały się głównie na muzyce i teatrze. Nie pozostawił potomstwa z małżeństwa z Marią Kazimierą d’Arquien (1641–1716), późniejszą królową polską, żoną Jana III Sobieskiego (1629–1696). Zgodnie z obietnicą złożoną za życia i zapisem testamentalnym, biblioteka ordynacka miała zostać przekazana Akademii Zamojskiej.
Śmierć wnuka założyciela Ordynacji zakończyła starszą linię Zamoyskich. Zgodnie ze statutem, dobra winny przejść na linię młodszą, jednak najpierw przejęła je siostra zmarłego, Gryzelda Wiśniowiecka (1623–1672) – wdowa po księciu Jeremim Wiśniowieckim i matka Michała Korybuta, późniejszego króla polskiego. Z zapisu testamentalnego Gryzeldy nie wynika jasno, czy po śmierci Sobiepana przekazano jakieś książki Akademii: „Więc, że intencja była Imci Pana Brata mego, aby Biblioteka, która conservatur w zamku, oddana była Akademii Zamojskiej, a dotąd jej nie wydano, tedy pilnie proszę Ichmościów egzekutorów tego mego testamentu, aby zarazem po moim pogrzebie, pomieniona biblioteka wszystka wcale Akademiej Zamoskiej oddana była”. Z tego zapisu może wynikać, że nic nie oddano lub że oddano część, a Wiśniowiecka poleciła wydanie całości. Po jej śmierci Ordynacją zawładnął syn drugiej siostry Sobiepana, Stanisław Koniecpolski, który oddał Ordynację dopiero po uchwale sejmowej z 1674 roku. Na ile uszczuplił bibliotekę, nie wiadomo, natomiast na pewno przejął dużą część archiwum. Wywiezione rękopisy, zapewne nie wszystkie, odnaleziono w 1837 roku na strychu kolegiaty w Koniecpolu i odzyskano dla BOZ.


Nie wiemy, jaka część księgozbioru zamkowego uległa rozproszeniu, a jaka dostała się do biblioteki Akademii Zamojskiej. O książkach, które znalazły się w murach akademickich, świadczy ułożony przez profesora Adriana Krobskiego w 1675 roku katalog książek drukowanych i rękopiśmiennych biblioteki akademickiej (rps BN BOZ 1544) oraz umieszczone przez niego na drukach i rękopisach wpisy: „Testamento Illustrissimi Joannis Zamoyski Palatini Sandomiriensis legatus Bibliothecae Academiae Zamoscensis” (Testamentem Jaśnie Oświeconego Jana Zamoyskiego wojewody sandomierskiego darowane Bibliotece Akademii Zamojskiej). Wpisy te, częściowo lub całkowicie, były zamazywane po likwidacji biblioteki akademickiej w 1784 roku i połączeniu jej z ordynacką. Sytuacja ustabilizowała się po objęciu Ordynacji przez podstolego lwowskiego Marcina Zamoyskiego (ok. 1637–1689), późniejszego podskarbiego wielkiego koronnego. Spośród jego następców należy wyróżnić VII ordynata, wojewodę lubelskiego Tomasza Antoniego Zamoyskiego (1715– 1751), gromadzącego w odpisach źródła historyczne i opatrującego książki z prywatnej biblioteki wpisem własnościowym. Większe osobiste księgozbiory posiadali X i XI ordynat. Pierwszy z nich, kanclerz wielki koronny Andrzej Zamoyski (1716–1792), zbierał książki z dziedziny prawa, historii, literatury, dyplomacji i filozofii. Według jego syna, Stanisława Kostki, „szczupły mając majątek [tj. do 1780 r.], z księgarzem warszawskim nazwiskiem Gröll [Michał; 1722–1798] ułożył się, że od niego brać będzie książki, a po odczytaniu onych, które by się nie podobały zwróci mu, a inne natomiast weźmie. Tym sposobem zebrał ze 4000 ksiąg dobranych, pomiędzy którymi żadnej nie było, której by nie był odczytał”. Jego następca, Aleksander August (1770–1800), „całkiem oddany był czytaniu dzieł moralnych i politycznych” i zebrał kilkaset dzieł, głównie w języku francuskim.


Chociaż już wcześniej rozdzielano księgozbiór historyczny przodków i osobiste biblioteki ordynatów i ich żon, instytucjonalny byt biblioteka zyskała przy zatwierdzeniu przez cesarza Józefa II statutów Ordynacji Zamojskiej z 1786 roku. Paragraf 11 brzmi następująco: „Biblioteka Zamoyska jak i wszelkie ruchomości do dóbr Ordynacyi należące, w inwentarzu, do hypoteki królewskiej podanym, zapisane, ani w części, ani w całości nigdy alienowane być nie mogą”. Podobnie w ukazie cara Mikołaja I z 1848 roku w artykule 1 pkt III czytamy, iż do Ordynacji Zamojskiej wcielony ma być m.in. Pałac Błękitny razem z biblioteką.


Księgozbiór Akademii Zamojskiej był gromadzony od pierwszych lat istnienia założonej w 1594 roku uczelni, zgodnie z potrzebami studiującej młodzieży i profesorów. Za życia fundatora był, jak już wspomniano, przede wszystkim warsztatem prac edytorskich, Musiały do niego trafiać także druki tłoczone w oficynie akademickiej. Ale najcenniejszą część stanowiły biblioteki profesorów Akademii i osób związanych z Zamoyskimi, przekazywane po ich śmierci, zwykle na mocy zapisów testamentalnych. Pierwszym miał być księgozbiór prawnika Tomasza Dreznera (1616 r.), następne: Kacpra Trądkowskiego (1620 r.), Wojciecha Bodzęckiego (1622 r.), Stanisława Ricciusa (1630 r.), Szymona Szymonowica (1632 r.) – liczący 1428 dzieł, sekretarza królewskiego Piotra Oleśnickiego (1633 r.). Z zachowanych książek możemy wnioskować, że przekazali swoje biblioteki również m.in. Jan Ursyn, Melchior Stefanides, Adam Burski, Szymon Birkowski. Miała tu także trafić część książek po arcybiskupie lwowskim Andrzeju Próchnickim. Zapewne biblioteka doświadczyła jakiegoś kataklizmu, bowiem pierwszy znany katalog z 1675 roku wymienia około 3000 książek, czyli tylko dwa razy więcej niż liczyła sama biblioteka Szymonowica. Wielkie szkody mógł wyrządzić pożar z 1658 roku, w którym zniszczeniu uległ skarbiec ordynacki. Jeśli biblioteka akademicka nadal dzieliła z nim pomieszczenia, musiała również ponieść straty. W roku 1668 cały księgozbiór znalazł się wreszcie w nowym budynku akademickim, został uporządkowany i skatalogowany w 1675 roku przez Adriana Krobskiego (rps BN BOZ 1544). Śmierć założyciela w 1605 roku zakończyła najlepszy okres funkcjonowania Akademii. Z upływem lat obniżał się poziom wykładów i prac naukowych, miejsca wybitnych profesorów angażowanych przez fundatora zajmowali po ich śmierci przeciętni dydaktycy i badacze. Zamiast nieznanych rękopisów greckich i najlepszych edycji wpływały popularne kalendarze. Bibliotekę zamkniętej w 1784 roku Akademii Zamojskiej na mocy decyzji Józefa II przekazano Ordynacji, lecz aż do objęcia jej przez Stanisława Kostkę Zamoyskiego pozostawała w dotychczasowych pomieszczeniach. Sporządzony w 1800 roku inwentarz wykazał 4553 druki i 456 rękopisów. W roku 1811  została przewieziona do Pałacu Błękitnego w Warszawie, gdzie połączono ją z ordynacką i osobistą biblioteką Stanisława Kostki Zamoyskiego – XII ordynata. Połączone księgozbiory dały początek Bibliotece Ordynacji Zamojskiej.
Rok 1800 był przełomowy w dziejach księgozbioru zamojskiego. Ordynację objął wówczas Stanisław Kostka Zamoyski (1775–1856), późniejszy prezes Senatu Królestwa Polskiego. Obok starego zamkowego księgozbioru przejął liczącą kilka tysięcy dzieł bibliotekę swego ojca Andrzeja, X ordynata, kilkusettomową bibliotekę starszego brata Aleksandra Augusta, XI ordynata, oraz bibliotekę Akademii Zamojskiej.. Dwudziestopięcioletni ordynat posiadał już własną „kawalerską biblioteczkę”, którą połączył w Podzamczu z przywiezionym z pałacu na Lesznie w Warszawie księgozbiorem ojca, bibliotekę brata wcielił do zbioru zamojskiego, zaś najnowsze nabytki umieszczał w pałacu w Klemensowie.


W 1811 roku kupił od teścia, Adama Kazimierza Czartoryskiego, Pałac Błękitny przy ulicy Senatorskiej w Warszawie, gdzie planował umieścić całość kolekcji. Już w tym samym roku przewiózł 16 skrzyń z książkami. Ponieważ sala biblioteczna służąca Czartoryskim nie mogła pomieścić zbiorów Zamoyskiego, rozpoczęto adaptację masztalerni na potrzeby biblioteczne. Prace te ukończono w 1814 roku. Ordynat przez 6 tygodni osobiście układał na półkach książki sprowadzone z Zamościa, Podzamcza i częściowo z Klemensowa. W roku następnym nadbudowano piętro, które pomieściło obiekty muzealne. Ale był to budynek tymczasowy. Już wówczas ordynat planował wystawienie specjalnego budynku dla biblioteki; zamiar ten zrealizował w 1820 roku, według projektu Fryderyka Alberta Lessela. Zwiedzający nową bibliotekę w 1824 roku Joachim Lelewel (1786–1861), wybitny historyk i bibliotekarz, wysoko ocenił wystrój pomieszczenia, układ i porządek księgozbioru.
Powiększająca się bardzo szybko biblioteka została wyposażona w prasę introligatorską do tłoczenia złotem superekslibrisów. Na wyklejkach książek umieszczono ekslibrisy w różnych odmianach, z datami 1804 i 1815, zamówione przez XII ordynata. Na wielu książkach Zamoyski zostawił noty dotyczące wartości dzieła, jego autora czy sposobu nabycia. W porządkowaniu zbiorów pomagali mu Mikołaj Stworzyński wraz ze zmieniającymi się często bibliotekarzami.


Podczas licznych podróży zagranicznych i krajowych XII ordynat odwiedzał antykwariuszy i uczonych, dzięki którym mógł znaleźć interesujące go rękopisy, druki i dzieła sztuki. Już z podróży poślubnej przywiózł 150 pak książek zakupionych we Francji i 50 pak w Anglii. Przede wszystkim prowadził poszukiwania zamościanów, zwłaszcza związanych z kanclerzem i hetmanem wielkim koronnym Janem Zamoyskim, czy w ogóle poloników. Wykazywał wielką wrażliwość na wydawnictwa bibliofilskie, bogato ilustrowane, w ładnych oprawach. Do najważniejszych jego zakupów należy zaliczyć te poczynione w polskich klasztorach. Od benedyktynów w Tyńcu kupił kilka rękopisów, w tym za 1000 zł Sakramentarz tyniecki z XI wieku, iluminowany w szkole kolońskiej (rps BN BOZ 8) i Starożytności żydowskie Józefa Flawiusza z 1466 roku iluminowane w szkole krakowskiej (rps BN BOZ 1). Po skasowanym przez zaborców opactwie kanoników regularnych lateraneńskich w Czerwińsku kupił archiwum i bibliotekę z dokumentami datowanymi od 1155 roku.


Po wyjeździe Stanisława Kostki Zamoyskiego z kraju zarząd Ordynacją przejął w 1835 roku jego syn Konstanty (1799–1866), powstaniec listopadowy. Doskonale wykształcony, dzielił z ojcem pasję bibliofilską i już w okresie studiów skupował polonika w antykwariatach europejskich, wydając pokaźne kwoty (zob. rps BN BOZ 9). W 1836 r. kupił liczącą ponad 900 książek bibliotekę poety Kazimierza Brodzińskiego (1791–1835), a w 1843 roku, liczący ok. 4000 tomów, księgozbiór aktora i tłumacza Ignacego Werowskiego (1783–1841), w tym kolekcję teatraliów z prawdopodobnie największym w XIX wieku zbiorem polskich sztuk teatralnych. W roku 1836 powołał na stanowisko bibliotekarza Ignacego Lojolę Rychtera (1804–1844), który poza opracowaniem niepraktycznego projektu urządzenia Biblioteki niewiele uczynił. Dowiedzieliśmy się jednak z tych planów, że w 1836 roku cały zbiór liczył ponad 25 000 książek, 311 rękopisów kodeksowych i 9000 luźnych. Po śmierci Rychtera nadzór nad Biblioteką przejęła Kancelaria Główna Ordynacji.
W 1846 roku runęło sklepienie głównej sali bibliotecznej, po czym biblioteka została zamknięta na dwadzieścia dwa lata. Książki przeniesiono do różnych pomieszczeń pałacowych, większość do oranżerii, gdzie, jak pisał XIV ordynat, „wszystkie te skarby psuły się. Wiele książek skradziono przy takim nieładzie”.


Tuż po objęciu Ordynacji po śmierci ojca w 1866 roku Tomasz Franciszek Zamoyski (1832–1889) zajął się odbudową gmachu bibliotecznego. Przeniesienie książek stało się potrzebą naglącą, bo i sam pałac groził zawaleniem. Już 19 marca 1868 roku poświęcono nowy budynek przebudowany według projektu Juliana Ankiewicza. Bibliotekarzem został wówczas poeta Gustaw Ehrenberg (1818–1895), a jego pomocnikiem archiwista Leopold Hubert (1832–1884). Nie podołali oni jednak swym obowiązkom i w 1870 roku zostali zwolnieni, podobnie jak przyjęty na ich miejsce profesor Władysław Okęcki. Dopiero nowy bibliotekarz, którym od lipca 1872 roku był profesor Józef Przyborowski (1823–1896) – filolog, historyk i były dyrektor Biblioteki Głównej w Warszawie, wraz z pracującym od połowy 1871 roku pomocnikiem bibliotekarza, Feliksem Mińskim (zm. 1897), uporządkowali właściwie księgozbiór. Nadano sygnatury i wpisano do inwentarzy ponad 50 000 druków, ryciny, mapy, atlasy. Opracowano również kolekcję rękopisów (ok. 2000 woluminów) oraz nieuporządkowaną część archiwum. Wypracowany pod kierunkiem Przyborowskiego układ inwentarzy i magazynów został zachowany do drugiej wojny światowej.


Tomasz Franciszek Zamoyski przeznaczał duże kwoty na zakupy książek i muzealiów. Do najważniejszych można zaliczyć liczący 19 000 tomów księgozbiór stryja, Andrzeja Artura Zamoyskiego, znanego działacza politycznego i gospodarczego (1800–1874), kolekcję numizmatyczną fotografa Karola Beyera (1818–1877), część zbiorów Kazimierza Stronczyńskiego (1809–1896) oraz bibliotekę Władysława Trębickiego — ziemianina, bibliografa i bibliofila (1806–1861). Dzięki ostatniej z wymienionych kolekcji BOZ wzbogaciły takie obiekty, jak Kodeks supraski z XI w., jeden z najstarszych i najcenniejszych na świecie zabytków piśmiennictwa cyrylickiego oraz języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, który Trębicki przejął zapewne razem z biblioteką znanego filologa, ks. Michała Bobrowskiego (1784–1848), profesora Uniwersytetu Wileńskiego (kat. 107).


Nowy ordynat, Maurycy Zamoyski (1871–1939), zastał Bibliotekę dobrze urządzoną i kierowaną przez Przyborowskiego. Po jego śmierci funkcję bibliotekarza powierzył w 1897 roku wybitnemu historykowi Tadeuszowi Korzonowi (1839–1918), nazwanemu „nauczycielem narodu”. Po zmarłym w rok po Przyborowskim Feliksie Mińskim stanowisko pomocnika bibliotekarza objął znany już wówczas pisarz Stefan Żeromski (1864– 1925). Niesłusznie utrwalił się w literaturze pogląd o złym traktowaniu pisarza przez Korzona. Jak wykazały badania, przy Pałacu Błękitnym Żeromski znalazł wygodne mieszkanie, dobre uposażenie, wyrozumiałego przełożonego oraz interesującą pracę. W latach 1897–1903, kiedy pracował w BOZ, napisał m.in. Ludzi bezdomnych i Popioły, co nie pozostało bez wpływu na wykonywanie obowiązków bibliotecznych. Podczas licznych nieobecności w pracy zastępowała go żona. Wraz z osiągnięciem znacznej popularności i niezależności finansowej Żeromski porzucił posadę u Zamoyskich.
Pod kierownictwem Korzona BOZ stała się ważnym ośrodkiem naukowym, „nieoficjalnym i zakonspirowanym instytutem historii polskiej” (B. Horodyski). Bogate zbiory, dogodne warunki korzystania i autorytet bibliotekarza przyciągały elitę intelektualną do Biblioteki, a w środy wieczorem do mieszkania Profesora. Obok bieżącego katalogowania książek kontynuowano prace nad porządkowaniem kolekcji rękopisów oraz galerii muzealnej. W 1899 roku nakładem Biblioteki wydano drukiem zbiór modlitw napisanych przez Zygmunta Krasińskiego pod tytułem Myśli pobożne Zygmunta Krasińskiego. Pomnikowym dziełem było wydanie Archiwum Jana Zamoyskiego kanclerza i hetmana wielkiego koronnego z inicjatywy Wacława Sobieskiego, wspartej przez Korzona i sfinansowanej przez ordynata. Od postawienia wniosku na zjeździe historyków do wydrukowania pierwszego tomu (1903 r.) minęły zaledwie trzy lata. Następne dwa tomy wydał Józef Siemieński w 1909 i 1913 roku, a czwarty – Kazimierz Lepszy w 1948 roku. Wydawnictwo obejmuje źródła do dziejów Jana Zamoyskiego do 1588 roku włącznie. Niestety, prace nad następnymi tomami nie są kontynuowane.
Po śmierci Korzona w 1918 roku opiekę nad zbiorami przejęła jego synowa, Jadwiga Korzonowa (1871–1942), pomagająca w Bibliotece od 1904 roku, wraz z historykiem literatury Tadeuszem Newlin-Wagnerem (1891–1934) i Stefanią Miszewską. Był to czas trudny z powodu zubożenia Ordynacji w wyniku działań wojennych i błędnej gospodarki prowadzonej przez kolejnych plenipotentów. Ordynat, pełniący obowiązki państwowe jako wiceprezes Komitetu Narodowego Polskiego, a następnie poseł polski przy rządzie francuskim i minister spraw zagranicznych, nie mógł służyć wsparciem aż do wycofania się z czynnej polityki w 1924 roku. Z dniem 1 maja 1929 roku stanowisko dyrektora Biblioteki powierzył profesorowi Ludwikowi Kolankowskiemu (1882–1956), historykowi epoki jagiellońskiej, który podjął poważne prace remontowe i adaptacyjne pomieszczeń oficyn na cele biblioteczne, dzięki czemu powstały nowe magazyny, pokój katalogowy i czytelnia z 50 miejscami. Na jego prośbę ordynat powiększył personel do 3 stałych bibliotekarzy, 3 woźnych i 3–4 stypendystów z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy za pomoc finansową odwdzięczali się codzienną trzygodzinną pracą na rzecz Biblioteki.


Jan Zamoyski (1912–2002), który objął Ordynację po śmierci ojca 5 maja 1939 roku, z sentymentem wspominał pierwszą rozmowę z prof. Kolankowskim o BOZ: „Gdy miałem 21 czy 22 lata, Ludwik Kolankowski, dyrektor Biblioteki Ordynackiej, zaprosił mnie któregoś dnia do swego gabinetu i powiada: «Muszę Panu powiedzieć – ponieważ Pan jest najstarszy i przejmie Pan kiedyś Ordynację – że na to Pan Bóg stworzył was i dał wam w ręce Ordynację, żebyście myśleli i pracowali dla Biblioteki Ordynackiej. Cała reszta jest nieważna. Biblioteka jest ważna!»”. Mimo ogromnych strat, jakie ponosiła od XVII wieku, BOZ była jednym z najlepszych księgozbiorów polskich i nie ustępowała wartością europejskim kolekcjom arystokratycznym.
Druga wojna światowa, która wybuchła w niecałe cztery miesiące po objęciu Ordynacji przez Jana Zamoyskiego, przyniosła niemal całkowite zniszczenie zasobu BOZ. Już 7 września 1939 roku bomba uderzyła w magazyn rękopisów, 25 września spłonął Pałac Błękitny razem z galerią muzealną i nowymi pomieszczeniami bibliotecznymi, w tym biura, czytelnia, katalog, większość rękopisów, zbiory czasopism i kalendarzy. Uległy wówczas zagładzie niemal całe zbiory artystyczne Zamoyskich, w tym kolekcja malarstwa licząca 400 obrazów i miniatur. Uratowała się jednak najcenniejsza część zbiorów złożona w sali głównej.
W czasie niemieckiej okupacji Biblioteka zachowała pewną niezależność. W podziemiach prowadzono katalogowanie ocalonego księgozbioru, a nawet udostępniano go. Niemcy orientowali się w zasobie BOZ i jego wartości. Już w listopadzie 1939 roku domagali się wydania najcenniejszych rękopisów.
Dnia 8 sierpnia 1944 roku podpalono budynek Biblioteki. Spłonęło niemal wszystko: około 120 000 druków, duża część rękopisów, w tym nieskatalogowane, oraz w nieznanej liczbie depozyty osób, które dla bezpieczeństwa złożyły swoje zbiory w BOZ. Zniszczeniu uległy także „niezmiernie ważne dokumenty rodzinne i archiwalne” zdeponowane w Banku Handlowym.


Ocalały tylko inkunabuły i druki z 1. połowy XVI wieku (ponad 1800) oraz część rękopisów, które w 85 skrzyniach 15 listopada 1944 roku opuściły Warszawę. Dwa najcenniejsze rękopisy – Sakramentarz tyniecki i Kodeks Zamoyskich – ukryto w kolegiacie w Łowiczu. Zbiory wywiezione do Goerbitsch, które następnie zostały przejęte przez Armię Czerwoną, wracały do Warszawy przez Moskwę od 1947 do 1958 roku.


Jan Zamoyski, w pełni świadomy odpowiedzialności za Bibliotekę, po nacjonalizacji majątku Ordynacji Zamojskiej podjął w 1946 roku odważną decyzję przekazania tego, co po niej pozostało, w depozyt wieczysty Książnicy Narodowej. Ze szlachetną skromnością uzasadniał decyzję w wywiadzie udzielonym trzy lata przed śmiercią: „to była praca 16 pokoleń. To nie było moje. Ja byłem tylko administratorem, zarządcą, opiekunem [...]. Jedyną rzeczą, którą warto było ratować, to dobra kultury — wspólne dobra, nas wszystkich”.
Wspierał go Bogdan Horodyski, dawny kustosz BOZ, a wówczas BN, który jako osoba znana i ceniona przez ordynata niejako samym sobą gwarantował, iż zbiory będą chronione najlepiej jak to możliwe w tych czasach. Rzeczywiście, Jan Zamoyski nie zawiódł się na nim. Horodyski sprawnie przeprowadził akcję zgromadzenia rozproszonych fragmentów Biblioteki. Usilnie próbował nie dopuścić do podziału BOZ poprzez wydzielenie archiwaliów i przekazanie ich do Archiwum Głównego Akt Dawnych. Mimo zdecydowanego wsparcia przez dyrekcję BN nie udało się obronić kolekcji przed rozproszeniem. W październiku 1951 roku przekazano do AGAD m.in. 195 rękopisów woluminowych, 673 dokumenty pergaminowe i 104 pudła korespondencji. Na polecenie Centralnego Zarządu Bibliotek 29 września 1954 roku wydano ministrowi kultury i sztuki Biblię czeską (rps BOZ 7), którą przekazano Czechosłowacji w zamian za autograf Mikołaja Kopernika O obrotach ciał niebieskich (De revolutionibus orbium coelestium). Rękopis znajduje się w Narodni Knihovna w Pradze i nosi nazwę Bible Zamojských.


W BN zbiory BOZ zostały szybko uporządkowane i udostępnione czytelnikom. W 1967 roku opublikowano Inwentarz rękopisów Biblioteki Ordynacji Zamojskiej sygn. 1–2051 (s. 148) opracowany przez Barbarę Koc i Krystynę Muszyńską, zaś w 1991 r. rozpoczęto edycję pełnych naukowych katalogów rękopisów BOZ, wydzielając je jako osobną, trzecią serię katalogu rękopisów Biblioteki Narodowej. Wyszedł wówczas tom drugi obejmujący sygnatury 1–1050 (s. 584), opracowany przez Barbarę Smoleńską przy współudziale Krystyny Muszyńskiej. Pierwszy, zawierający opisy rękopisów średniowiecznych, i następne są w przygotowaniu. Maszynopisowy inwentarz części przekazanej do AGAD sporządziła Teresa Zielińska.


Jan Zamoyski doceniał starania Biblioteki Narodowej. W liście do dyrektora Witolda Stankiewicza z 11 października 1978 roku pisał:
„Jako ostatni Kurator byłej Biblioteki Ordynacji Zamojskiej, co mogłem wyratowałem z pożogi i zniszczenia, dokonanego przez barbarzyńców hitlerowskich, składając tę cząstkę po odzyskaniu niepodległości w Bibliotece Narodowej na ręce dr. Bogdana Horodyskiego. Niech mi wolno będzie prosić, by ta cząstka Biblioteki Ordynackiej uratowana przeze mnie i ekipy ewakuujące zabytki Warszawy, służyła nadal ku chwale kultury i nauki polskiej szerząc wielkie idee pierwszego jej twórcy kanclerza Jana Zamoyskiego”. (Archiwum BN)
Biblioteka Ordynacji Zamojskiej jest najcenniejszą kolekcją w zbiorach Biblioteki Narodowej. Mimo iż jest depozytem, Biblioteka Narodowa nie szczędzi nakładów finansowych, aby zapewnić obiektom BOZ dobre warunki przechowywania i opiekę konserwatorską. Biorąc odpowiedzialność za powierzone zbiory, zdecydowała się opłacić pełną konserwację wielu obiektów z tej kolekcji, rezerwując na to znaczne środki finansowe. Niemal w całości kolekcja została zmikrofilmowana, dzięki czemu badacze mogą bez ograniczeń korzystać z niej, nie narażając cennych eksponatów na zniszczenie.


Biblioteka Narodowa jako depozytariusz BOZ starała się, kiedy stało się to możliwe, odzyskiwać rozproszone fragmenty kolekcji. W 1954 roku odkupiła z rąk prywatnych De principe libellus – wydanie bazylejskie z 1560 roku pierwszego łacińskiego przekładu Księcia Niccolò Machiavellego (BN XVI.O.840), w 1980  miniaturowy modlitewnik z XV w. (rps BN BOZ 44, kat. 120), a w 1991 – jedyny znany egzemplarz Wiecznej pamiątki a prawie osobliwego daru Bożego Jana Dzikiego, wydrukowany w 1561 roku w oficynie Mateusza Siebeneichera w Krakowie (BN XVI.O.256a). Troszczono się również, aby obiekty zidentyfikowane jako należące do BOZ trafiały do BN. W 1974 roku biblioteka seminaryjna diecezji pelplińskiej oddała przekazany do niej omyłkowo ze Związku Radzieckiego średniowieczny kodeks (rps BN BOZ 32) zawierający Pamiętniki o wojnie galijskiej (Commentarii de bello Gallico) Cezara (100–44 p.n.e.). W 1980 roku Muzeum Narodowe w Warszawie przekazało dwa rękopisy (rps BN BOZ 146 i 147bis), w tym autografy znanych osób zebrane przez Izabelę z Flemmingów Czartoryską (1746–1835). Nadal w zbiorach Muzeum pozostaje 5 rękopisów, w tym 4 pokazane na wystawie: 2 orientalne z XVI wieku – Divan Hafiza i Yusuf u Zulayha Dżamiego (kat. 97–98), oraz dzieła św. Atanazego z XV wieku (kat. 12) i Arma baronum Regni Poloniae z XVI wieku.


Dzięki hojności rodziny Zamoyskich depozyt BOZ został uzupełniony w 2004 roku o spuściznę i archiwum Jana Zamoyskiego, ostatniego ordynata zamojskiego, obejmujące ponad 100 rękopisów, 1 inkunabuł, 15 starych druków oraz zbiór druków nowych.

Biblioteka Ordynacji Zamojskiej jest dziś najcenniejszą kolekcją Biblioteki Narodowej. Bez Kodeksu Zamoyskich, zawierającego najstarszy przekaz kroniki Galla Anonima, bez Sakramentarza tynieckiego, Kodeksu supraskiego i Sforziady, ale także bez piętnastowiecznego odpisu Geografii Klaudiusza Ptolemeusza – kultura polska byłaby w dotkliwy sposób uboższa.





Tomasz Derda
Klaudiusz Ptolemeusz

Nauka antyczna – a właściwie grecka, bo wkład Rzymian w jej rozwój nie był zbyt wielki – miała dwa złote okresy. Pierwszy przypadł na wieki III i II p.n.e., kiedy Grecy za Aleksandrem rozpierzchli się po całym Bliskim Wschodzie, nie wyłączając Egiptu, a z tego spotkania światów i cywilizacji wyrosła różnorodna i wspaniała kultura hellenistyczna. Drugi okres świetności to II w. n.e., panowanie dynastii Antoninów, które światu śródziemnomorskiemu przyniosło dekady pokoju i dobrobytu. W pierwszym z tych okresów niekwestionowaną stolicą nauki była Aleksandria „przy Egipcie”, jedno z wielu miast założonych przez Aleksandra i na jego cześć nazwanych, spośród nich jednak niewątpliwie najsłynniejsze i najszczęśliwsze. Za Antoninów stolica rzymskiego już od dwóch stuleci Egiptu nadal cieszyła się sławą wielkiej metropolii, ale jej dominacja nie była już tak wyraźna. Intelektualnych sił miastu „przy Egipcie” wystarczyło jednak, by wydać jednego z dwóch – obok Pergamończyka Galena, lekarza i filozofa – gigantów tego drugiego zenitu nauki: Klaudiusza Ptolemeusza.

Aleksandrię założył Aleksander Wielki w czasie swojego pobytu w Egipcie. Zamysł był prosty: stworzyć od podstaw miasto, które połączy świat grecki z krajem nad Nilem. Miejsce wybrano znakomicie – na przesmyku pomiędzy jeziorem Mareothis a Morzem Śródziemnym, niedaleko ujścia zachodniej odnogi Nilu, naprzeciwko wyspy Faros. Urbanistyczne zamierzenie połączenia jej z lądem groblą o długości siedmiu stadionów (Heptastadion) było genialne: w ten sposób powstały dwa znakomite porty, co na egipskim wybrzeżu pozbawionym naturalnych zatok jest wartością bezcenną. Za panowania dwóch pierwszych Ptolemeuszy w miejscu tym wykonano ogromną pracę, której owocem stała się „świetna i najświetniejsza” metropolia świata hellenistycznego. Zaprojektowana z nieznanym wcześniej rozmachem szybko rozrosła się w kosmopolityczny ośrodek przyciągający, zgodnie zresztą z intencją królów, najbardziej energicznych i przedsiębiorczych Greków z całego świata.


Do wybitnych Greków swojej epoki niewątpliwie zaliczał się Demetrios z Faleronu. Ten filozof i polityk, wygnany z Aten w pierwszych latach III w. p.n.e., pojawił się na dworze Ptolemeusza I. To on podsunął królowi i na jego polecenie realizował ideę powołania do życia Muzejonu (w formie łacińskiej: Museum), stowarzyszenia kultowego ku czci Muz. Na jego czele stał kapłan powoływany na stanowisko przez króla, który także osobiście zapraszał do Muzejonu jego członków, wybitnych uczonych reprezentujących wszystkie dyscypliny ówczesnej nauki. Król pokrywał całkowicie koszty funkcjonowania stowarzyszenia, oferując członkom luksusowe życie na koszt państwa. By zapewnić efektywność i komfort badań naukowych, Ptolemeusz I – być może znowu z inicjatywy Demetriosa z Faleronu – stworzył Bibliotekę Aleksandryjską, która z czasem stała się największą tego typu instytucją starożytności. Przez następne 150 lat Muzejon i Biblioteka rozkwitały, przyciągając niemal wszystkich ważnych uczonych świata greckiego. Pracowali tu filolodzy Kallimach z Kyreny (także jeden z najważniejszych poetów epoki hellenizmu) i Zenodot z Efezu; matematycy i fizycy Euklides, Apollonios z Perge i Archimedes; lekarze Herofilos z Chalcedonu i Erasistratos z Keos; mechanicy i wynalazcy Ktesibios z Aleksandrii i Filon z Bizancjum, a także prekursor Klaudiusza Ptolemeusza, astronom i geograf Eratostenes. Eratostenes (ok. 275 – 194 p.n.e.) urodził się w Kyrenie należącej wówczas do państwa Ptolemeuszy, nic więc dziwnego, że jako młody człowiek poszukujący wiedzy przybył właśnie do Aleksandrii. W 236 roku p.n.e. został trzecim kierownikiem Biblioteki Aleksandryjskiej. Zajmował się różnymi dziedzinami wiedzy, historią literatury i astronomią, do historii nauki przeszedł jednak przede wszystkim jako twórca naukowej geografii. Sam termin „geografia” jest jego autorstwa. Przed Eratostenesem Grecy rozumieli świat tak, jak wyobrażał go sobie Homer: płaska tarcza , na której dwa kontynenty, Europę i Azję (z czasem dodano jeszcze Libię, czyli Afrykę), oblewał mityczny Ocean. Eratostenesa zainteresowanie Ziemią wzięło się z lektur starych pism zgromadzonych w Bibliotece Aleksandryjskiej. Opisy podróży fenickich żeglarzy, którzy opłynęli Afrykę, i relacja Pytheasa z Massalii, który okrążył Brytanię i dotarł być może aż na Bałtyk, skłoniły uczonego do przyjęcia hipotezy pitagorejczyków o kulistości Ziemi. Skoro tak, to można spróbować określić jej rozmiar. W tym celu Eratostenes zmierzył kąt padania promieni słonecznych w najdłuższym dniu roku w dwóch oddalonych od siebie, a leżących na tej samej długości geograficznej miejscach: w Syene (dziś Asuan) na południu Egiptu i w Aleksandrii. W istocie oba te miasta nie leżą na tym samym południku, a różnica wynosi około trzy stopnie, to jednak nie miało wielkiego znaczenia. Różnica w szerokości geograficznej (czyli w kącie padania promieni słonecznych) to nieco ponad siedem stopni, czyli niemal dokładnie 1/50 obwodu kuli. Odległość pomiędzy Syene a Aleksandrią oficjalne służby królewskie wymierzyły na 5000 stadiów, czyli cały południk, a zatem obwód Ziemi, powinien mieć 252 000 stadiów. Niestety, Grecy używali różnych „stadionów” jako miary długości, możliwe jednak, że Eratostenes używał stadionu krótkiego równego około 158 m, co dawałoby po przemnożeniu obwód Ziemi równy 39 690 km. Zdumiewająca dokładność, bo rzeczywista długość południka wynosi 40 120 km! W swoich badaniach geograficznych Eratostenes posunął się dalej. Jemu zawdzięczamy pomysł przedstawiania Ziemi i jej krain w siatce południków i równoleżników.

Klaudiusz Ptolemeusz (Klaudios Ptolemaios, Claudius Ptolemaeus) przyszedł na świat zapewne ok. 90 roku n.e. O jego życiu wiemy niewiele. Nazwisko wskazuje na to, że urodził się w rodzinie cieszącej się już od jakiegoś czasu rzymskim obywatelstwem – nomen Claudius wskazuje, że uzyskał je ojciec lub dziadek uczonego za panowania Klaudiusza (41–54) lub Nerona (54–68). Być może więc przyszły astronom i geograf nosił praenomen Tiberius, jakim powinni się posługiwać męscy przedstawiciele rodzin obdarzonych obywatelstwem przez tych dwóch władców. Ptolemaios (spolszczane za łaciną jako Ptolemeusz) z kolei to greckie imię, szczególnie popularne w Egipcie rządzonym przez trzy wieki przez kilkunastu tak nazywających się królów. Można się więc domyślać, że uczony urodził się w greckiej rodzinie należącej do elity egipskiej, czy – ściślej – aleksandryjskiej, jako że przez obywatelstwo Aleksandrii w I wieku n.e. prowadziła najprostsza droga do obywatelstwa rzymskiego. Klaudiusz Ptolemeusz zapewne większość życia spędził w stolicy rzymskiego Egiptu, o czym wiemy, ponieważ w swoich pracach astronomicznych odwoływał się do wyników obserwacji czynionych „na równoleżniku Aleksandrii”. Najwcześniejsza z nich miała miejsce w 127 roku n.e., najpóźniejsza – w roku 141. W przypadku tej pierwszej Ptolemeusz mówi o „jedenastym roku panowania Hadriana”, który jest zarazem rokiem 874 ery liczonej od wstąpienia na tron babiloński króla Nabu-nasira. Używanie przez astronoma ery Nabu-nasira, skądinąd niestosowanej w świecie greckorzymskim, wynika zapewne z uznania Aleksandryjczyka dla babilońskich poprzedników.


Najsłynniejszym dziełem Ptolemeusza jest Mathematike syntaksis (dosłownie: „Traktat matematyczny”), który z biegiem czasu zaczęto nazywać He megiste syntaksis („Traktat największy”), co w wersji arabskiej w połączeniu z rodzajnikiem al dało Almagest – pod tą nazwą dzieło funkcjonuje w nauce zachodniej właściwie do dziś. Razem z innym traktatem, Hipotezami planetarnymi, zawiera kompletny wykład Ptolemeuszowej teorii wszechświata obowiązujący w nauce europejskiej i arabskiej aż do przewrotu kopernikańskiego. Autor świetnie zna i obficie korzysta z dzieł poprzedników, zwłaszcza działającego w II wieku p.n.e. Hipparcha z Nikai. Ich geocentryczny model wszechświata wyparł heliocentryczny system Arystarcha z Samos (III w. p.n.e.), któremu przypisywany traktat O rozmiarach Słońca i Księżyca i odległości między nimi nie był w wiekach średnich zupełnie nieznany.
Klaudiusz Ptolemeusz teoretyczne podstawy systemu wykłada w pięciu kolejnych rozdziałach pierwszej księgi Almagestu: (1.) sferyczność nieba, (2.) sferyczność Ziemi, (3.) Ziemia znajduje się w środku kosmosu, (4.) Ziemia jest tak mała w porównaniu do odległości do gwiazd, że musi być traktowana jak punkt, oraz (5.) Ziemia pozostaje nieruchoma. Wszystkie – poza Ziemią – ciała niebieskie poruszają się po sferach, w kolejności od Ziemi: Księżyc, Merkury, Wenus, Słońce, Mars, Jowisz, Saturn, po czym następuje ostatnia sfera gwiazd.


Jeszcze przed dwudziestu laty uważano, że Almagest powstał w latach czterdziestych II wieku n.e., niedługo po najpóźniejszej zanotowanej obserwacji datowanej bez wątpienia na rok 141. Ale reinterpretacja znanej z kilku średniowiecznych manuskryptów Almagestu inskrypcji z Kanopos (miasto nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Aleksandrii) datowanej na dziesiąty rok panowania Antonina Piusa, czyli rok 148, przesunęła tę datę o mniej więcej dekadę, na początek lat pięćdziesiątych. Inskrypcja ta cytowana in extenso jako swoisty wstęp do traktatu dziś uważana jest powszechnie za autentyczną, choć oczywiście nie zachował się oryginalny kamień. Jej tekst zaczyna się od słów: „Bogu Zbawicielowi Klaudiusz Ptolemeusz dedykuje te zasady i hipotezy astronomiczne. W Kanopos w dziesiątym roku panowania Antonina [Piusa]”, po czym następuje cała obszerna lista pomiarów astronomicznych, niekiedy różniących się od wyników sprawozdawanych przez astronoma w Almageście. Niegdyś uważano, że dane te zostały zaczerpnięte z Almagestu, a więc sama inskrypcja mogła była mieć charakter apokryficzny, ba, jej tekst mógł był wręcz zostać skomponowany przez jakiegoś późnoantycznego kontynuatora Ptolemeusza. Szczegółowa analiza wykazała jednak, że obserwacje i ich wyniki podane w cytowanej inskrypcji muszą być wcześniejsze niż ostateczna redakcja Almagestu. Analiza metodologiczna uprawomocnia tę hipotezę – inskrypcja jest zapisem stanu tworzenia teorii planetarnej wyłożonej w kilka lat później w traktacie. Jakkolwiek może się nam wydawać dziwna sama koncepcja opisywania obserwacji astronomicznych na kamieniu, Ptolemeusz nie był jedynym starożytnym uczonym tak czyniącym. Jeszcze w XIX wieku w Keskinto nieopodal Lindos (na Rodos) odkryto inskrypcję datowaną na ok. 100 rok p.n.e., zawierającą dane pozycji planetarnych i kończącą się formułą podziękowania bogom. Innym przykładem publicznego ogłoszenia danych astronomicznych, a nawet niemal kompletnego systemu astronomicznego, są tabliczki ofiarowane świątyni Agathe Tyche na Delos. W tym przypadku – podobnie jak i w przypadku inskrypcji Klaudiusza Ptolemeusza – same tabliczki się nie zachowały, a wiemy o nich dzięki inwentarzom majątku świątyni (II w. p.n.e.). Podobnie ogłaszano na inskrypcjach podstawowe zasady kierunków filozoficznych, jak uczynił to w II wieku n.e. epikurejczyk Diogenes z Ojnoandy. Wróćmy jeszcze do kanopskiej inskrypcji Klaudiusza Ptolemeusza. Uczony dedykuje ją „Bogu Zbawicielowi”, którym może być Sarapis, czczony tam w słynnej świątyni, ale również bezosobowy bóg, jak bóg Arystotelesa. Dedykowanie bogu wyników własnych dociekań naukowych współbrzmi z religijną aurą towarzyszącą astronomicznym rozważaniom w niektórych partiach Almagestu.


*


Klaudiusz Ptolemeusz określił miejsce, jakie zajmuje astronomia w systemie nauk. Wychodząc od arystotelejskiego przeciwstawienia na studia teoretyczne i praktyczne, te pierwsze podzielił na trzy kategorie: studia teologiczne, studia fizyczne i studia matematyczne. Pierwsza to badania nad niewidzialnym i niezmiennym bogiem, tym, któremu zapewne dedykował w kanopskiej inskrypcji swoje naukowe dociekania. Przedmiotem badań fizycznych jest z kolei sfera podksiężycowa, czyli to wszystko, co zachodzi pod pierwszą sferą modelu wszechświata. To zaś, co dzieje się pomiędzy sferą Księżyca a ostatnią w modelu sferą gwiazd stałych, stanowi domenę matematyki – stąd oryginalny tytuł Almagestu: Mathematike syntaksis, czyli „Traktat matematyczny”.

Geografia
W tym kompletnym systemie nauk osobne miejsce zajmuje geografia. Dzieło powszechnie znane pod tytułem Geografia Ptolemeusz nazwał Geographike hyphegesis, co właściwie znaczy „Wprowadzenie do kreślenia map”. W tytule zawiera się istota Ptolemeuszowego zamysłu: jego celem było stworzenie możliwie najdokładniejszej mapy znanego świata. Miał na tym polu poprzedników – najwybitniejszym spośród nich był współczesny, choć trochę starszy Marinos z Tyru (ok. 70 – ok. 130), z którego dzieł nie zachowało się nic poza tym, co mówi o nim i o jego pracach Ptolemeusz. Aleksandryjczyk nadał geografii matematyczny wymiar, do którego był szczególnie przygotowany dzięki swoim studiom astronomicznym.
Dzieło Ptolemeusza składa się z ośmiu ksiąg. Pierwsza ma charakter teoretycznego wprowadzenia. Autor określa w niej przede wszystkim zasady projekcji powierzchni kuli ziemskiej na płaszczyznę. Marinos z Tyru stosował siatkę walcową (cylindryczną), w której równoleżniki i południki przedstawiane są jako linie proste krzyżujące się pod kątem prostym. Jeden stopień długości geograficznej przeliczony na odległość był równy czterem piątym odległości odpowiadającej jednemu stopniowi szerokości geograficznej. Te wartości są poprawne dla równoleżnika 36° N, który przebiega przez Morze Śródziemne, przecinając wyspę Rodos. Ptolemeusz wiedział, że im dalej na północ, tym odległość odpowiadająca jednemu stopniowi długości geograficznej jest mniejsza, dalej na południe zaś zwiększa się, co w efekcie prowadzi do istotnych zniekształceń mapy. Aleksandryjczyk zrozumiał, że właściwsza będzie siatka stożkowa powstająca w wyniku rzutowania siatki geograficznej na pobocznice stożka stycznego wzdłuż jednego równoleżnika – wybranym równoleżnikiem był właśnie 36° N. W takim odwzorowaniu równoleżniki przybierają postać łuków okręgów współśrodkowych, a południki są reprezentowane przez pęk prostych wychodzących z punktu nad biegunem północnym. W dalszej części rozważań Klaudiusz Ptolemeusz doszedł do przekonania, że i ta siatka nie spełnia jego oczekiwań. Opracował nowy model projekcji powierzchni kuli na płaszczyznę. Równoleżniki pozostały łukami okręgów współśrodkowych, południki zaś są zakrzywione z wyjątkiem jednego centralnego. Wyobraźmy sobie zatem kulę ziemską, której środek z okiem obserwatora łączy prosta nachylona do płaszczyzny równika pod kątem 23°50’. Wartość tę Ptolemeusz wybrał nieprzypadkowo: jest to szerokość geograficzna, na której leży Syene (Asuan), a jednocześnie mniej więcej równoleżnik będący środkiem świata znanego uczonemu. Ptolemeusz inaczej niż Marinos z Tyru określał granice zamieszkałego świata. Na południu najdalszy skrawek zamieszkałego świata widział w tej samej odległości na południe od równika, w jakiej na północ odeń leży Meroe, czyli 16°25’ S, podczas gdy Marinos przesuwał ten punkt aż do 24° S; obaj natomiast zgadzali się co do tego, że najdalej na północ zamieszkałe tereny leżą około 63° N.


Warto zauważyć, że opracowana przez Ptolemeusza projekcja powierzchni kuli ziemskiej na płaszczyznę jest w istocie identyczna z siatką Bonnego (od nazwiska Rigoberta Bonnego, nadwornego geografa Ludwików XV i XVI, cartographe du Roi de France au Service Hydrographique de la Marine) i do dziś stosowana do kreślenia map kontynentów i ich części.


Rozwiązawszy problemy teoretyczne związane z projekcją powierzchni kuli na płaszczyznę, Ptolemeusz przystąpił do nanoszenia na nią poszczególnych punktów. Rozpoczął od tych, których szerokość geograficzną znał dzięki obserwacjom astronomicznym, przede wszystkim Hipparcha z Nikai, ale także innych astronomów. Takich miejsc nie było wcale wiele: Marsylia, Rzym, Aleksandria, Syene (Asuan), Rodos i jeszcze kilka, najwyżej kilkanaście. Jeszcze większym problemem było wyznaczanie długości geograficznej. Ptolemeusz skonstatował, że jedyną dostępną metodą jej określania jest obserwacja tego samego zjawiska astronomicznego w dwóch oddalonych punktach z określeniem pory dnia, co dawało się przeliczyć na różnicę w długości geograficznej. Aleksandryjczyk przywoływał zaćmienie Księżyca z 331 roku p.n.e., w noc poprzedzającą bitwę pod Gaugamelą (zwaną też bitwą pod Arbelą) w Mezopotamii, opisane szczegółowo przez babilońskich astronomów, ale również odnotowane w Kartaginie. Wedle dostępnych Ptolemeuszowi relacji miało ono miejsce o godzinie piątej w Arbeli i o drugiej w Kartaginie – uczony uznał więc, że oba te miejsca dzielą trzy godziny, czyli 45 stopni długości geograficznej. Szacunki te były jednak niedokładne – w rzeczywistości oba miasta dzielą 34 stopnie długości, czyli 2 godziny i 16 minut. Tę tak chwiejnie ustaloną siatkę współrzędnych trzeba było teraz wypełnić setkami toponimów. Ich położenie wyznaczano najprostszą metodą poprzez obliczanie odległości i kierunku od miejsc poprzednio opisanych. Odległości lądowe mierzono krokami, na morzu próbowano je szacować na podstawie czasu żeglugi. Taka metoda, obarczona oczywiście ryzykiem popełnienia znacznego błędu właściwie przy okazji każdego toponimu, była jedyną możliwą w tamtych czasach. Skalę pomyłek wzmogło również błędne wyliczenie Ptolemeusza, który przyjął za Posejdoniosem, że jeden stopień odpowiada pięciuset stadiom (czyli ok. 93 km), a nie sześciuset, jak chciał Hipparch z Nikai – ta wartość była bardzo bliska rzeczywistej, ok. 111 km.
Niedokładność metody znakomicie widać na przykładzie kluczowego dla Śródziemnomorza równoleżnika 36° N. Ptolemeusz wytycza go przez Karalis na Sardynii (dziś Cagliari) i Lilybaeum na zachodnim krańcu Sycylii, czyli odpowiednio ponad trzy i niemal dwa stopnie na północ od jego rzeczywistego przebiegu. Kartaginę, która leży o stopień na północ, umieścił niemal o stopień na południe od równoleżnika. Błędy te spowodowały fałszywe wyprostowanie linii brzegowej północnej Afryki.


*


Księgi od II do VII zawierają listy miejscowości oraz innych punktów geograficznych (krainy, źródła i ujścia rzek, rzadziej pasma górskie i poszczególne szczyty) wraz z podanymi współrzędnymi, w sumie około 8100 toponimów. Ptolemeuszowe koordynaty są wyrażane w stopniach i ich ułamkach, z dokładnością do 1/12 stopnia, czyli pięciu minut. Ułamki są notowane na sposób egipski, czyli jako suma ułamków o liczniku 1 – na przykład 24°50’ to 24 1/2 1/3; poza nimi pojawia się osobny znak na 2/3, czyli 40’. Szerokość geograficzna to – jak dzisiaj – odległość kątowa od płaszczyzny równika; długość jest mierzona od południka przebiegającego przez najdalej wysunięty na zachód punkt uwzględniony przez Ptolemeusza, tradycyjnie określany jako „na wschód od Wysp Szczęśliwych” o wartości 30°35’ W według systemu Greenwich. Dla długości geograficznej podawanej przez Ptolemeusza trzeba więc za każdym razem odejmować tę wartość, żeby otrzymać dzisiejszą wartość koordynaty.
Księga II opisuje Brytanię, Hiszpanię, Galię, Germanię, Recję, Pannonię, Ilirię i Dalmację; księga III – pozostałą część Europy od Italii przez „Sarmację”, Bałkany po Grecję i wyspy greckie; księga IV – Afrykę od Mauretanii przez Libię, Cyrenajkę, Egipt po Etiopię; księga V – Azję Mniejszą, Cypr i Bliski Wschód od Syrii przez Palestynę, Arabię aż po Mezopotamię; księga VI – Azję Środkową, zaś księga VII – Indie, Chiny i Cejlon.
W księdze VIII Ptolemeusz opisuje zasady przyświecające mu w kreśleniu map poszczególnych regionów. Powinno się je sporządzać w różnych skalach w zależności od bogactwa treści, czyli od liczby pokazywanych punktów. Najważniejsze jest jednak to, że dla tych map uczony przyjmuje siatkę, w której południki i równoleżniki są przedstawiane liniami równoległymi i przecinają się ze sobą pod kątem prostym. Innymi słowy Aleksandryjczyk akceptuje siatkę walcową, którą w księdze I odrzucił, gdy idzie o mapę świata. W tym praktycznym ustępstwie Ptolemeusz wykazuje cały swój geniusz – przed nim nikt nie wpadł na prosty i dla nas dziś oczywisty pomysł, by inaczej przedstawiać świat, a inaczej poszczególne krainy. Częścią księgi VIII jest lista najważniejszych miast, wcześniej już wymienianych w księgach II–VII. Tym razem jednak ich pozycja jest podawana w inny sposób: szerokość geograficzną wyraża w godzinach i ich ułamku długość najdłuższego dnia roku, długość geograficzną zaś różnica czasu pomiędzy danym miejscem a Aleksandrią.

Jako przykład metody zastosowanej przez Ptolemeusza daję poniżej przekład opisu Egiptu Środkowego, który w czasach rzymskich stanowił odrębną epistrategię zwaną Heptanomia („Siedem nomów”). W załączeniu zestawienie toponimów i ich koordynatów według Ptolemeusza z rzeczywistą pozycją geograficzną miejscowości, w których lub koło których znajdują się pozo- stałości wymienionych miast. Wybór tego regionu antycznego świata nie jest przypadkowy: po pierwsze jest to część Egiptu, krainy siłą rzeczy dobrze znanej Aleksandryjczykowi, po drugie lokalizacja wszystkich wymienionych miast nie wzbudza żadnych wątpliwości. Zestawienie pokazuje błędy Ptolemeusza, z reguły większe w określaniu długości niż szerokości geograficznej.


W poniższym przekładzie zachowano układ tekstu Ptolemeusza, tzn. najpierw idzie długość geograficzna, potem dopiero szerokość. Ułamki stopnia zostały dla wygody Czytelnika przeliczone na minuty.

 

Na południe od Wielkiej Delty [Nilu] i dolnego kraju leży kraina zwana Siedem Nomów (Heptanomia). Pierwszym nomem na zachód od rzeki [tzn. od Nilu] jest nom memficki ze stolicą
Memfis 61°50’ 29°50’.
Także na zachód od rzeki, w głębi lądu Akanthonpolis 61°40’ 29°40’.
Dalej rzeka dzieli się na dwie odnogi, tworząc wyspę,
nom herakleopolitański 62° 29°45’, i na wyspie, w głębi lądu, leży Nilopolis 62° 29°30’.
Stolica nomu leży blisko zachodniej odnogi rzeki:
Herakleopolis, wielkie miasto 61°50’ 29°10’.
Na zachód od wyspy znajduje się nom arsinoicki ze swoją stolicą
Arsinoë (w głębi lądu) 61°40’ 29°30’ i Ptolemais, port 61°40’ 29°20’.
Na wschód od wyspy znajduje się nom afroditopolitański i jego stolica o tej samej nazwie:
Afroditopolis 62°15’ 29°40’.
Dalej następuje, znowu na wschód od wyspy, Ankyronpolis 62°20’ 29°20’.
Odnogi rzeki tworzące wyspę łączą się ponownie 62° 28°45’.
Na zachód od rzeki leży nom oksyrynchicki ze swoją stolicą Oksyrynchos 61°40’ 28°50’.
Dalej następuje, po zachodniej stronie rzeki, nom kynopolitański: Ko 61°50’ 28°40’, i naprzeciwko, na wyspie, Kynopolis 62°10’ 28°40’.
Dalej, na wschodnim brzegu rzeki, leży Akoris 62° 28°30’ i w głębi lądu Alabastra lub Alabastronpolis 62°30’ 28°20’.
Dalej następuje nom hermopolitański i jego stolica, na zachód od rzeki, Hermopolis Magna 61°40’ 28°25’. I niedaleko, na zachód od rzeki, Fylakai 61°50’ 28°15’.
Na wschód od rzeki nom antinoopolitański i jego stolica Antinoopolis 62°5’ 28°10’.
Do tych nomów dolicza się dwa nomy w oazach.
Dokładność koordynatów Ptolemeusza najlepiej widać, gdy skonfrontujemy je z rzeczywistą pozycją miejscowości, które dziś znajdują się w miejscu starożytnych miast. Nazwie starożytnej towarzyszą współrzędne Ptolemeusza; długość geograficzna została wyliczona poprzez odjęcie od wartości przezeń podawanej (pierwsza w przekładzie powyżej) długości 30°35’, tzn. południka przechodzącego przez punkt najdalej wysunięty na zachód.
Memfis 29°50’ N 31°15’ E – Mit Rahina 29°52’ N 31°15’ E
Nilopolis 29°30’ N 31°25’ E – Dalas 29°11’ N 31°8’ E
Herakleopolis 29°10’ N 31°15’ E – Ihnasija el-Medina 29°5’ N 30°56’ E
Arsinoë 29°30’ N 31°5’ E – Medinet el-Fajjum 29°18’ N 30°50’ E
Ptolemais Hormou 29°20’ N 31°5’ E – el-Lahun 29°13’ N 30°59’ E
Afroditopolis 29°40’ N 31°40’ E – Aftih 29°24’ N 31°15’ E
Ankyronpolis 29°20’ N 31°45’ E – el-Hiba 28°47’ N 30°55’ E
Oksyrynchos 28°50’ N 31°5’ E – el-Bahnasa 28°32’ N 30°40’ E
Ko 28°40’ N 31°15’ E – el-Qeis 28°29’ N 30°47’ E
Kynopolis 28°40’ N 31°35’ E – el-Szeikh Fadl 28°30’ N 30°51’ E
Akoris 28°30’ N 31°25’ E – Tina el-Gebel 28°11’ N 30°47’ E
Alabastronpolis 28°20’ N 31°55’ E – Kom el--Ahmar 28°3’ N 30°50’ E
Hermopolis Magna 28°25’ N 31°5’ E – el-Aszmunein 27°47’ N 30°48’ E
Antinoopolis 28°10’ N 31°30’ E – el-Szeikh Ibada 27°48’ N 30°53’ E

Adam Łajtar
Tabula Peutingeriana

Pod określeniem Tabula Peutingeriana kryje się jedyny w swoim rodzaju dokument: średniowieczna kopia antycznej mapy ukazującej rzymskie połączenia drogowe (viae publicae) naniesione na graficzny obraz znanego ówcześnie świata zamieszkałego (terra habitabilis), obejmujący obszar od Wysp Brytyjskich przez basen Morza Śródziemnego, Bliski Wschód aż po Azję Środkową i Indie. Ważność dokumentu z punktu widzenia topografii świata antycznego i historii kartografii sprawiła, że został on wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.


Tabula Peutingeriana została odkryta przez niemieckiego humanistę Konrada Celtisa, prawdopodobnie w latach dziewięćdziesiątych XV lub na samym początku XVI wieku. Nie wiadomo, gdzie i w jakich okolicznościach Celtis dokonał swojego odkrycia; można przypuszczać, że natrafił na mapę w jednym z klasztorów południowoniemieckich, poszukując antycznych i średniowiecznych manuskryptów, które interesowały go jako wydawcę. Przed swoją śmiercią w 1508 roku Celtis przekazał mapę augsburskiemu mężowi stanu, humaniście i antykwariuszowi Konradowi Peutingerowi, od którego zabytek wziął swoją późniejszą nazwę. Po śmierci Peutingera w 1547, na zlecenie jego spadkobierców, wykonana została kopia mapy, na podstawie której słynny flamandzki geograf i kartograf Abraham Ortelius we współpracy z Marcusem Welserem, dalekim krewnym pierwszego właściciela, przygotował jej pierwsze, komentowane wydanie, opublikowane w Antwerpii w 1598 roku. Sam oryginał Tabula Peutingeriana poszedł w zapomnienie aż po drugi dziesiątek lat XVIII wieku, kiedy to pojawił się na rynku antykwarycznym w Lipsku i został zakupiony do prywatnej biblioteki Eugeniusza Sabaudzkiego, feldmarszałka armii austriackiej. Po śmierci feldmarszałka w 1736 roku mapa wraz z całym jego księgozbiorem została zakupiona przez cesarza Karola VI do biblioteki dworskiej (Kaiserliche Hofbibliothek). Dzisiaj jest dumą jej spadkobierczyni – Austriackiej Biblioteki Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek) – w której nosi siglum Codex Vindobonensis 324. W 1863 roku, ze względów konserwatorskich, mapa, mająca dotychczas postać zwoju sklejonego z jedenastu arkuszy, została podzielona na swoje części składowe, które zabezpieczono wkładając je pomiędzy szklane szyby. W 1977 roku to szklane zabezpieczenie zmieniono na akrylowe.

Od momentu antwerpskiej editio princeps z 1598 roku Tabula Peutingeriana budziła żywe zainteresowanie uczonych, o czym świadczą jej dwie kolejne edycje z XVII i XVIII wieku. Pierwsze wydanie odpowiadające standardom współczesnej nauki zostało przygotowane pod koniec XIX wieku staraniem niemieckiego historyka kartografii Konrada Millera. W latach siedemdziesiątych XX wieku zastąpiła je komentowana edycja autorstwa Ekkeharda Webera, profesora historii starożytnej na Uniwersytecie w Wiedniu. Tabula Peutingeriana wywołuje zainteresowanie nie tylko świata naukowego, lecz także lokalnych społeczności w basenie Morza Śródziemnego, dla których jest często najstarszym świadectwem ich funkcjonowania.


Nie wiemy dokładnie, kto, gdzie, kiedy i w jakim celu sporządził Tabula Peutingeriana. Napisy znajdujące się na mapie wykonane zostały w dwunastowiecznej minuskule karolińskiej, co sugeruje, że jej sporządzenie należy datować na okres około 1200 roku. Jako możliwe miejsca sporządzenia wymieniano Wormację, Spirę, Kolmar, Tegernsee, Bazyleę, ostatnio zaś wysunięto hipotezę, że mogło to być opactwo Reichenau na Jeziorze Bodeńskim. Asumpt do tej hipotezy daje fakt, że góry Schwarzwald określane są na mapie jako „Silva Marciana”. Poza mapą określenie to występuje tylko u czwartowiecznego historyka rzymskiego Ammiana Marcellina oraz jedenastowiecznego kronikarza Hermana (Hermannus Contractus), który był mnichem w Reichenau. Zakłada się, że ten drugi mógł je zaczerpnąć z pierwowzoru mapy przechowywanego w jego macierzystym klasztorze. W istocie spis książek opactwa Reichenau z IX wieku wymienia Mappa mundi in duobus rotulis, co z powodzeniem może odnosić się do owego hipotetycznego, dziś zaginionego, pierwowzoru Tabula Peutingeriana.

Archetyp mapy, którego kopią̨ jest Tabula Peutingeriana, powstał najprawdopodobniej w drugiej połowie IV wieku, być może około 360/370 roku. Termin post quem stanowi data założenia Konstantynopola (330), który widnieje na mapie, obok Rzymu i Antiochii, jako jedno z trzech głównych miast cesarstwa rzymskiego. Również przedstawienie bazyliki świętego Piotra jako symbolu Rzymu wskazuje na czasy po Konstantynie; kościół ten został zbudowany z fundacji cesarza i jego matki Heleny na wzgórzu watykańskim, na miejscu dawnego cyrku Nerona, i konsekrowany w 326 roku. Z drugiej strony na mapie widnieją nazwy miejscowoś́ci, które przestały istnieć w V wieku w rezultacie przemian w osadnictwie spowodowanych najazdami barbarzyńców na imperium Romanum. Dotyczy to na przykład Akwilei, zniszczonej w 452 roku przez Hunów Attyli. Należy zwrócić uwagę na fakt, że ów czwartowieczny oryginał nie posłużył raczej jako bezpośredni model dla Tabula Peutingeriana. Pomiędzy oryginałem a Tabula należy prawdopodobnie założyć istnienie co najmniej jednej, a może nawet kilku kopii pośrednich. To właśnie o jednej z takich pośrednich kopii wspominałby inwentarz ksiąg przechowywanych w klasztorze Reichenau. Analiza Tabula Peutingeriana pokazuje, że nie może być ona dokładną kopią czwartowiecznego oryginału. Brakuje na niej rozległych obszarów leżących na zachodnich krańcach cesarstwa rzymskiego – zachodniej części Brytanii, niemal całego Półwyspu Iberyjskiego oraz zachodniej Afryki – których pominięcie byłoby niezrozumiałe z punktu widzenia Rzymianina żyjącego w czasach tuż po Konstantynie. Według wszelkiego prawdopodobieństwa brak ten należy tłumaczyć zniszczeniami, jakim uległa mapa w procesie jej transmisji. Należy przypuszczać, że wspomniane obszary, być może wraz z tytułem, znajdowały się na pierwszym z arkuszy tworzących zwój z oryginałem mapy lub z jedną z pośrednich kopii. W którymś momencie arkusz ten odkleił się lub został oderwany i mapa kopiowana była następnie już w postaci niekompletnej. Utrata początkowego arkusza nie odbiła się w sposób znaczący na rysunku mapy, zaowocowała natomiast deformacją nazw geograficznych, które zapisane były w poprzek linii klejenia owego zaginionego arkusza oraz arkusza sąsiadującego z nim z prawej strony. Końcówki słów zachowane na drugim arkuszu zostały potraktowane przez kopistę − nieświadomego, że ma do czynienia z niekompletnym wzorcem − jako całe słowa. W ten sposób „Moriduno” stało się „Ridumo”, „Noviomagus” przeszło w „Madus”, zaś „Darobribis” w „Roribis”.

Mimo że oryginał Tabula Peutingeriana powstał w IV wieku, zawarty w nim materiał kartograficzny z pewnością zawierał znacznie starsze elementy, zgromadzone w trakcie wielowiekowej rzymskiej tradycji kreślenia map. Dzięki przekazom autorów łacińskich wiadomo, że Rzymianie sporządzali mapy już w czasach republikańskich. Liwiusz (Ab Urbe condita XLI 28) wspomina o mapie Sardynii wystawionej w 174 roku p.n.e. przez konsula Tytusa Semproniusza Grakchusa w świątyni Mater Matuta, zaś Warron (De re rustica I 2,) pisze o mapie Italii namalowanej na ścianie światyni Tellus. Najsłynniejszą z rzymskich map była z pewnością ta, którą sporządzono na rozkaz Marka Wipsaniusza Agryppy, zięcia i współpracownika cesarza Augusta. Według Pliniusza Starszego (Naturalis historia III 17) mapa ta, wyryta na płycie marmurowej i eksponowana w Portyku Wipsańskim (Porticus Vipsania) w Rzymie, przedstawiała cały ówczesny orbis terrarum, co czyni z niej bliską krewniaczkę Tabula Peutingeriana, a być może nawet jej bezpośrednie źródło. Wpływowi rzymskiej tradycji kartograficznej należy prawdopodobnie przypisać pewne anachronizmy zauważalne na Tabula Peutingeriana. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest umieszczenie na mapie dróg biegnących na północ od Dunaju, na terenie dzisiejszej Niziny Wołoskiej i Siedmiogrodu, od Drubetis, przez Apulum, Napoca do Porolisso (właściwie Porolissum). Drogi te funkcjonowały w czasach, kiedy rejon ten, jako prowincja Dacja, należał do państwa rzymskiego, a więc przed latami siedemdziesiątymi III wieku. Podobną sytuację możemy zaobserwować w odniesieniu do obszaru położonego bezpośrednio na południe od pierwszej katarakty nilowej. Został on ewakuowany w czasach Dioklecjana, na przełomie III i IV wieku, a mimo to na mapie znajdujemy wizerunek drogi rzymskiej z dwiema stacjami: Hierasycamina i Spelci (właściwie Pselcis). Mniej oczywisty jest przypadek Pompejów, które jak wiadomo zostały zniszczone przez wybuch Wezuwiusza w 79 roku n.e. Fakt, że widnieją one na Tabula Peutingeriana, można tłumaczyć bądź mechanicznym powtórzeniem informacji pochodzącej z jakiegoś starszego źródła, bądź przetrwaniem nazwy Pompejów aż do IV wieku, mimo że samo miasto leżało od trzech wieków zagrzebane pod stosami lawy.

Nie ulega wątpliwości, że oryginał Tabula Peutingeriana powstał jako „przewodnik” (itinerarium). Wiadomo, że przewodniki były powszechnym zjawiskiem w świecie rzymskim. Służyły pomocą tym, którzy z jakichś powodów udawali się w drogę: urzędnikom państwowym podróżującym celem objęcia urzędu, kurierom spieszącym z listami lub informacjami, żołnierzom podczas kampanii wojennych i przemarszów z jednego miejsca zakwaterowania do drugiego, przedstawicielom ludów i miast wypełniającym powierzone im misje, pielgrzymom zmierzającym do miejsc kultu, kupcom nierzadko przewożącym swoje towary z jednego krańca cesarstwa na drugi, reprezentantom wędrownych profesji poszukującym zarobku, studentom udającym się po naukę i zwykłym ludziom, których gnały ciekawość, chęć odwiedzenia przyjaciół względnie rodziny lub inne przyczyny natury prywatnej. Rzymskie itineraria mogły przybierać dwojaką formę: graficzną i tekstową. Te pierwsze, zwane itineraria picta, miały postać map z naniesionymi na nie sieciami dróg i informacjami o charakterystycznych punktach podróży, podanymi w formie konwencjonalnych znaków. Te drugie, określane jako itineraria scripta lub itineraria adnotata, były zwykłymi zestawieniami przystanków występujących na określonych trasach. Tabula Peutingeriana należy do pierwszego typu, będąc jednym z dwóch znanych nam jego reprezentantów. Itineraria scripta zachowały się do naszych czasów znacznie obficiej. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje tak zwane Itinerarium Antonini. Zredagowane prawdopodobnie w III wieku i zawierające rejestr stacji i odległości wzdłuż siedemnastu dróg rzymskich od Kadyksu na zachodzie do Cezarei Palestyńskiej na wschodzie i od Krymu na północy do Aleksandrii na południu mogło być ono, obok mapy Agryppy, jednym ze źródeł wykorzystywanych przy tworzeniu oryginału Tabula Peutingeriana.


Zwój Tabula Peutingeriana liczył przed podziałem 675 centymetrów długości i 34 centymetry wysokości. Można przypuszczać, że oryginał, przy podobnej wysokości, był równie długi, a może nawet jeszcze dłuższy, zważywszy na to, że miał jeszcze jeden arkusz z przodu. Wydłużona forma zwoju wymusiła na autorze mapy szczególny sposób obrazowania kartograficznego, polegający, w najogólniejszych zarysach, na ukazaniu jak największej liczby elementów topograficznych, w tym także tych o przebiegu południkowym, w układzie poziomym. Na uwarunkowania związane z kształtem nośnika nałożyły się jeszcze czynniki o charakterze kulturowym i ideologicznym: stan wiedzy o środowisku geograficznym człowieka i sposobach jego odwzorowania oraz przekonanie o centralnej roli Italii i Rzymu w obrębie orbis terrarum. W rezultacie tych zabiegów obraz świata zamieszkałego widniejący na Tabula Peutingeriana jest silnie zdeformowany, lecz wcale nie taki odległy od współczesnych wyobrażeń na ten temat. Zgodnie ze słowami Ekkeharda Webera, ostatniego wydawcy Tabula Peutingeriana, byłoby bardzo trudno lub wręcz niemożliwe zaznaczyć na niej płaszczyzny, na przykład terytoria współczesnych państw, lecz bez trudu identyfikujemy pojedyncze linie i punkty.


Tabula Peutingeriana ma orientację północną, jaką znamy z map współczesnych. W środku wysokości mapy, nieco na lewo od osi pionowej, znajduje się Półwysep Apeniński, przedstawiony w układzie poziomym, z zaznaczonym centralnie Rzymem. Odpowiada mu, po prawej stronie osi, Azja Mniejsza. Pomiędzy nimi znajduje się silnie spłaszczony Półwysep Bałkański, na którego prawym górnym krańcu umieszczony jest Konstantynopol. Wszystkie trzy półwyspy oblane są wodami zaznaczonymi jako wąskie paski zielononiebieskiej farby. Od południa jest to Morze Śródziemne, od północy odpowiednio Adriatyk i Morze Czarne. Na Morzu Śródziemnym rozrzucone są wyspy: Korsyka, Sardynia (obie na lewo od Rzymu), Sycylia (naprzeciw Półwyspu Apenińskiego), Kefalonia, Kreta, Rodos (na południe od Azji Mniejszej) i Cypr, nie licząc mniejszych, z których część nie jest podpisana. Wzdłuż górnej krawędzi mapy, po jej lewej stronie, przedstawiona została Europa od Atlantyku po Morze Czarne. Po prawej stronie mapy zobrazowane zostały północne wybrzeża Morza Czarnego i krainy leżące dalej na wschód aż po Azję Środkową. Na dole, poniżej Morza Śródziemnego, widnieje Afryka z Egiptem, Synaj i Palestyna z Syrią, ukazane wzdłuż jednej, przebiegającej niemal poziomo i słabo rozczłonkowanej linii brzegowej. W ten jednolity pas lądu wcina się od dołu Morze Czerwone. Mniej więcej w centrum wybrzeża afrykańskiego, naprzeciw Rzymu, umieszczona została Kartagina z jej charakterystyczną, powszechnie znaną w starożytności, półokrągłą zatoką portową, zaś na styku wybrzeża syryjskiego i małoazjatyckiego widnieje Antiochia. Dalej w kierunku wschodnim można rozpoznać Mezopotamię, Persję i Indie, z usytuowanym na południe od nich Cejlonem (Insula Taprobane). Daleki Wschód nie został przedstawiony, lecz inskrypcja „Sera Maior” umieszczona przy wschodniej krawędzi Indii wskazuje, że autor mapy świadomy był istnienia Chin. Jeśli odrzucić północne wybrzeża Morza Czarnego, rejon kaukaski i Środkowy Wschód, mapa będzie przedstawiać tereny należące do imperium Romanum w III/IV w. n.e. Autora mapy zasadniczo nie interesuje to, co leży poza granicami państwa rzymskiego w Europie i w Afryce, to znaczy, w pierwszym przypadku, na wschód od Renu i na północ od Dunaju, a w drugim, poza wąskim pasem afrykańskiego wybrzeża Morza Śródziemnego i Egiptem.


W obrębie lądów zaznaczone są łańcuchy górskie w postaci grzebieniowatych ciągów o różnej długości w zależności od wielkości gór. Najbardziej monumentalnie prezentują się Alpy, na Półwyspie Apenińskim przechodzące w Apeniny, oraz łańcuch Tauru i Zagrosu, zakreślający łuk od południowych wybrzeży Azji Mniejszej aż po Indie. Góry Schwarzwald, nazywane − jak wspomniano − „Silva Marciana”, ukazane zostały jako las w zgodzie z ich łacińską (i współczesną niemiecką) nazwą. Oprócz gór jedyne elementy krajobrazu naturalnego zaznaczone na mapie to jeziora i rzeki. W Europie rzuca się w oczy Dunaj, który ciągnie się na znacznej długości, niemal całkowicie poziomo, wzdłuż górnej krawędzi mapy. W Afryce bez trudu rozpoznajemy Nil, któremu towarzyszy inskrypcja: „Nilus qui diuidit Asiam et Libiam” („Nil, który oddziela Azję od Libii”). Rzeka wypływa z potężnego jeziora otoczonego górami, umieszczonego na południe od Cyrenajki, płynie na wschód i wpada do Morza Śródziemnego ośmioma odnogami. Inna rzeka afrykańska, prawdopodobnie Niger, płynie ze wschodu na zachód uchodząc do południowego oceanu. Rzeki z reguły biorą początek w górach, czasami wypływają z jezior lub przepływają przez nie. Należy podkreślić, że zarówno góry, jak i rzeki zostały ukazane w sposób daleki od rzeczywistości. Odnosi się zresztą wrażenie, że autorowi mapy wcale nie chodziło w tym przypadku o precyzję, lecz o stworzenie adekwatnego tła dla przedstawień dróg.


Na mapie nie zaznaczono żadnych granic politycznych. W kilku przypadkach istnienie granicy, czy to zewnętrznej czy wewnętrznej, można wnosić na podstawie nazwy istniejącej tam miejscowości lub dzięki dodatkowym informacjom podanym w postaci krótkich inskrypcji. Klasycznym przykładem takiego zabiegu są dwie inskrypcje znajdujące się pomiędzy Syrią, Arabią i Mezopotamią: „Areae fines Romanorum” („Koniec ziem rzymskich”), a poniżej niej: „Fines exercitus Syriaticae et conmertium Barbaror(um)” („Granice armii Syrii oraz miejsce handlu z barbarzyńcami”). Mapa zawiera natomiast nazwy krain, czasami równoznaczne z nazwami prowincji państwa rzymskiego, oraz nazwy ludów. Jedne i drugie podane są jednak w sposób wybiórczy.


Najważniejszym elementem mapy, jej raison d’être, są drogi. Jak powszechnie wiadomo, doskonałe drogi bite były jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych Rzymian. Ich budowa szła w parze z podbojami. Ziemie zaanektowane do imperium Romanum otrzymywały stałe drogi konstruowane pod nadzorem najwyższych urzędników państwowych, często przy udziale wojska. Drogi umożliwiały z jednej strony skuteczniejsze administrowanie podbitymi terenami, a z drugiej przyczyniały się do ich rozwoju gospodarczego, zwiększając mobilność ludzi i ułatwiając transport towarów. W okresie republiki (IV–I w. p.n.e.) sieć dróg pokryła calą Italię, przy czym najważniejsze z nich biegły od i do Rzymu. W prowincjach rozwój sieci drogowej nastąpił w czasach cesarstwa, osiągając swoje apogeum na początku III w. n.e., za panowania dynastii Sewerów. Drogi prowadziły od miasta do miasta, pomiędzy miastami znajdowały się stacje (mansiones) i punkty zmiany koni rozstawnych (mutationes). Drogi były oznakowane kamieniami milowymi podającymi, obok innych informacji, także odległość w milach liczoną od ostatniej i do najbliższej stacji, tak że podróżni byli cały czas świadomi, ile drogi przebyli a ile jeszcze jest przed nimi.

Drogi zostały przedstawione na Tabula Peutingeriana jako czerwone kreski na żółtym tle lądów. Ich przebieg, podobnie jak przebieg rzek i pasm górskich, jest umowny. Zamiarem autora mapy nie było bowiem dokładne odwzorowanie rzeczywistości lecz stworzenie schematu opisującego tę rzeczywistość. Stare republikańskie drogi biorące swój początek w Rzymie zostały podpisane nazwami własnymi (Via HortensiaVia AppiaVia LatinaVia Clodia, itd.), pozostałe założenia występują na mapie bezimiennie, nawet jeśli miały swoje konwencjonalne określenia. Na trasie dróg umieszczone zostały miasta oraz stacje. Przy każdej miejscowości (stacji) zwykle podana jest jej nazwa, często w formie zniekształconej, oraz odległość od poprzedniego punktu. W zachodniej Galii, na zachód od Lyonu („Lugdunum”) odległości podawane są w lokalnych celtyckich miarach długości zwanych leugami (leugae), odpowiadającymi 1,5 mili rzymskiej (około 2,2 km), w Persji, na wschód od Ekbatany (obecnie Hamadan), w perskich parasangach (blisko 6 km), w Indiach w „milach” indyjskich (około 2 km), zaś w pozostałej części mapy w milach rzymskich (prawie 1,5 km).

Na mapie znajduje się blisko 4000 miejscowości (stacji), oznaczonych w różny sposób, w zależności od ich charakteru i ważności. Najwyższą pozycję zajmują trzy metropolie: Rzym – stara stolica imperium Romanum, Konstantynopol – nowy ośrodek stołeczny założony przez Konstantyna na miejscu starej megaryjskiej kolonii Byzantion, oraz Antiochia – siedziba cesarzy na Wschodzie. Każde z tych miast przedstawione jest w postaci personifikacji: kobiety siedzącej na tronie z atrybutami władzy w rękach. U stóp tronu Antiochii widoczny jest nagi mężczyzna w pozycji półleżącej – personifikacja rzeki Orontes przepływającej przez to miasto. Personifikacja Rzymu ujęta jest w okrągłą obwódkę. Personifikacji każdego z miast towarzyszy przedstawienie jego symbolu. W przypadku Rzymu jest to bazylika świętego Piotra zaopatrzona w napis „ad s(an)c(tu)m Petrum”, w przypadku Konstantynopola – tak zwana spalona kolumna, zaś w przypadku Antiochii – świątynia Apollina w Dafne wraz z otaczającym ją gajem. Poniżej poziomu metropolii znajdują się rezydencje cesarskie: Nikomedia (Izmit), Nikaia (Iznik), Saloniki (Thessalonika), Akwileia i Rawenna. Oznaczono je wizerunkiem miasta otoczonego murami obronnymi z basztami. Podobny wizerunek zastosowano w odniesieniu do Ancyry (Ankara), choć, co zadziwiające, sama nazwa miasta nie została wymieniona. Wśród najważniejszych miast imperium brakuje egipskiej Aleksandrii, aczkolwiek zaznaczono jej symbol: latarnię morską na Faros. Brak ten, jak się zdaje, jest wynikiem zwykłego przeoczenia.


Ponad 500 miejscowości zostało oznaczonych konwencjonalnymi symbolami (winietami). Wydawcy i komentatorzy Tabula Peutingeriana doliczyli się kilkunastu form winiet. Wśród nich najczęstsze są podwójne fasady domów z trójkątnymi szczytami, rozległe domy w kształcie czworoboku, podłużne domy stojące obok siebie w grupach po dwa, trzy, a nawet cztery oraz pojedyncze domy widziane z boku. Winiety te prawdopodobnie nie odnoszą się do charakteru miasta lecz informują o jego infrastrukturze podróżnej: możliwościach noclegowych, urządzeniach rekreacyjnych, przybytkach kultowych, itd. Specjalnymi winietami w kształcie półkolistych portyków zasygnalizowano dwa porty: w Ostii oraz w Marsylii. Wysmukłe schodkowe budowle z łuną ognia na szczycie umieszczone w pobliżu Aleksandrii oraz Chrysopolis u wyjścia z Bosforu na Morze Czarne wskazują na istnienie tam latarni morskich. Zupełnie wyjątkowy jest wizerunek dwuprzelotowego tunelu figurujący pomiędzy Neapolem a Puteoli. Tunel ten, o długości 710 metrów, zaprojektowany przez architekta Lucjusza Kokcejusza Auktusa, do dzisiaj zapewnia połączenie pomiędzy tymi dwoma miastami. W trzech miejscach – na granicy Afryki i Cyrenajki, w Azji Środkowej oraz w Indiach – zaznaczono ołtarze, rozpoznawalne dzięki inskrypcjom. Te, które znajdują się na Wschodzie, związane są z legendą o Aleksandrze Wielkim. Większość miejscowości (w tym mansiones i mutationes) wymienionych z nazwy na Tabula Peutingeriana nie ma swoich winiet lecz zaznaczona jest jako „zygzak” na prostej kresce drogi. Ekkehard Weber przypuszcza, że w miejscach „zygzaków” były pierwotnie poprzeczne kreski, które przekształciły się w rezultacie pośpiesznego kopiowania.

Należy zauważyć, że Tabula Peutingeriana podaje niemal wyłącznie dane o charakterze funkcjonalnym, co różni ją zasadniczo od map średniowiecznych, które pełne są szczegółów o fantastycznych stworzeniach, smokach i dziwacznie wyglądających lub prowadzących dziwaczny tryb życia ludziach.

Jedyne informacje niemające bezpośredniej wartości użytkowej odnoszą się do powszechnie znanych w starożytności toposów o proweniencji literackiej. W prawym górnym narożniku mapy, w miejscu odpowiadającym północnym Indiom, widnieje inskrypcja: „Hic Alexander responsum accepit usq(ue) quo Alexander: („Tutaj Aleksander otrzymał wyrocznię: jak daleko [jeszcze będziesz iść], Aleksandrze?”), nawiązująca do półlegendarnych opowieści o Aleksandrze Wielkim, kursujących zarówno w wersji greckiej, jak i łacińskiej. Dwa analogicznie brzmiące napisy: „In his locis elephanti nascuntur” („Tutaj rodzą się słonie”) oraz: „In his locis scorpiones nascuntur” („Tutaj rodzą się skorpiony”), umieszczone odpowiednio w Indiach oraz na granicy Indii i Persji, mają swoje źródło w antycznej literaturze fizjologicznej. Przecinająca Synaj inskrypcja: „Desertum u(b)i quadraginta annis errauer(un)tfilij Isr(ae)l ducente Moyse. Hic legem acceperunt i(n) monte Syna” („Pustynia, na której synowie Izraela błądzili przez czterdzieści lat pod wodzą Mojżesza. Tutaj przyjęli prawo na górze Synaj”), nawiązuje do dziejów Izraela opisywanych w Księdze Wyjścia. Napis: „Hic cenocephali (właściwie: cynocephali) nascuntur” („Tutaj rodzą się psiogłowcy”), biegnący wzdłuż zachodnich wybrzeży Morza Czerwonego, jest wyrazem greckich i rzymskich wyobrażeń etnograficznych.


Kończąc ten krótki i z natury rzeczy pobieżny szkic o Tabula Peutingeriana na potrzeby katalogu wystawy poświęconej Geografii Klaudiusza Ptolemeusza, można, a nawet należy, zadać pytanie, jakie są ich wzajemne relacje. Odpowiedź może być tylko jedna: dość odległe. Geografia i Tabula Peutingeriana reprezentują dwie odmienne tradycje. Ta pierwsza jest wynikiem studiów łączących teoretyczne rozważania z precyzyjnymi obserwacjami, ta druga natomiast – dokumentem użytkowym, porównywalnym do współczesnych map drogowych. Przy jej pomocy podróżny, kimkolwiek by on był – kurierem cesarskim, urzędnikiem, sportowcem czy pielgrzymem – mógł zaplanować sobie drogę i kontrolować podróż, sprawdzając, co go czeka na kolejnej stacji, i odliczając mile przebyte oraz te, które jeszcze do przebycia zostały.

Jerzy Miziołek
Odkrycie antyku w renesansie

Jestem zachwycony słuchając jego wykładów, po pierwsze dlatego, że jest Grekiem, po drugie, że jest Ateńczykiem, i po trzecie, że jest Demetriuszem; zdaje się nowym Platonem.

Na kilku mapach świata, które zdobią piętnastowieczne przekłady Geografii Ptolemeusza na łacinę, czytamy: „Terra incognita”. Dotyczy to nieznanych, odległych obrzeży znanego antycznemu autorowi i ludziom wczesnego renesansu świata, który mieli poznać dopiero odkrywcy w kolejnych stuleciach. Umieszczony na pięknie iluminowanych mapach napis dobrze pasuje do krótkich komentarzy, jakimi jeszcze w pierwszej połowie XIV wieku opatrywano manuskrypty greckie przechowywane w bibliotece papieskiej: „scripturae non aestimatae” („księgi bez wartości”). Ich znaczenia i wielkich walorów naukowych lub literackich niewątpliwie się domyślano, bo przechowywano je pieczołowicie aż do czasów niewoli awiniońskiej, ale nikt z otoczenia kolejnych papieży nie był ich w stanie czytać. Za papieża Bonifacego VIII (1294–1303) na ogólną liczbę 650 woluminów przechowywanych w papieskiej bibliotece tylko 33 były greckie; wiemy, że dotyczyły filozofii, przyrody, matematyki i medycyny. Tuż po przeniesieniu siedziby papiestwa do Awinionu liczba greckich ksiąg spadła dramatycznie; na ogólną liczbę woluminów – 2059 – tylko trzy były greckie. Jednakże w następnych dekadach i tu na fali zainteresowań antykiem zaczęto myśleć o greckich źródłach kultury europejskiej.


O prawdziwie dramatycznej sytuacji tak w sferze znajomości greki w Awinionie i w całej Europie Zachodniej, jak i w sferze wiedzy na temat kultury Grecji starożytnej dają wyobrażenie słowa samego Francesca Petrarki, jednego z najważniejszych animatorów fenomenu, jakim był włoski renesans. W liście z 1358 roku do Greka Nicolaosa Sigerosa tak pisał: „Twój Homer jest niemy dla mnie, czy raczej ja sam jestem głuchy na niego. Raduje mnie jednak każde nań [manuskrypt jego dzieł] spojrzenie; często obejmuję go i wzdychając wypowiadam słowa: O znakomity poeto, jakże pragnę ciebie usłyszeć!”. To właśnie od Sigerosa pierwszy poeta laureatus czasów nowożytnych zakupił – czy też otrzymał w prezencie – kilka lat wcześniej manuskrypt z obydwoma arcydziełami Homera – Iliadą i Odyseją w języku greckim. Ponieważ niemal zupełnie nie znał tego języka, mógł jedynie – aż po połowę następnej dekady, kiedy dotarło do niego wreszcie pierwsze łacińskie tłumaczenie dzieł Homera – obejmować bezcenny wolumin nabyty od Greka. Według dobrze udokumentowanej opinii Petrarka umarł, robiąc glosy do zlatynizowanej dzięki niemu Odysei. Mimo że przekład ten okazał się słaby literacko, jego pojawienie się było – podobnie jak nieco późniejsze przekłady dzieł Ptolemeusza, Archimedesa, Euklidesa, Herodota, Polibiusza, Plutarcha, Eurypidesa i wielu innych – wielkim wydarzeniem dla kultury i nauki europejskiej. Ten przepływ greckich ksiąg do Italii, który trwał od połowy XIV wieku do 2. połowy wieku XV, a następnie recepcja ich zawartości były wydarzeniem jedynym w swoim rodzaju, porównywalnym jedynie z osiągnięciami nauki w minionym stuleciu.


Na przełomie zachodnioeuropejskiego średniowiecza i renesansu wielkie obszary literatury, sztuki, filozofii i nauki greckiej można było bowiem nazwać niemal bez odrobiny przesady, choć nieco metaforycznie „ziemią nieznaną”. Prawdziwe, czy raczej definitywne odkrycie dokonań Grecji starożytnej, które są fundamentem naszej kultury i metod uprawiania nauki, miało się dokonać dopiero w XVIII i XIX wieku, ale to włoski renesans otworzył drogę do włączenia ich w nurt cywilizacji nowożytnej, która przyniosła nową i bez wątpienia lepszą wizję świata. Studiowanie starożytnej greki, które nastąpiło niedługo po śmierci Petrarki w 1374 roku, skutkując przekładami traktatów naukowych i dzieł literackich, teologicznych i filozoficznych, trwało przez cały wiek XV i miało charakter entuzjastycznego zachwytu nad starożytnością, wyrosłego z wielkiej potrzeby poszerzenia wiedzy i horyzontów kultury. W niniejszych uwagach spróbujemy przywołać najważniejsze fakty z owego procesu poznawania greckiego dziedzictwa w czasach, w których powstał egzemplarz Geografii będący przedmiotem wystawy.

Odkrywanie dziedzictwa starożytnej Grecji i recepcja jej literatury i filozofii
Dzieła literatury greckiej napływały do Italii niemal od początku XIII wieku, ale dopiero od połowy XIV wieku, m.in. dzięki działaniom podejmowanym przez Petrarkę i Giovanniego Boccaccia, tempo poszukiwań ogromnie się zwiększyło. Wiele z owych poszukiwanych skarbów znajdowało się również w greckich klasztorach w południowej Italii. Przede wszystkim jednak szukano u źródła, w stolicy słabnącego pod naporem tureckim cesarstwa bizantyńskiego i innych jego miastach. W 1396 roku w liście do przebywającego w Konstantynopolu Jacopa Angeliego da Scarperia Coluccio Salutati pisał: „[...] przywieź ksiąg tak wiele, ile tylko zdołasz – całego Platona, wszystkie dzieła Plutarcha i innych historyków. Kup i Homera dużymi literami na pergaminie i mitografa, jeśli jakiego znajdziesz”. Działalność Salutatiego, który w latach 1375–1406 był kanclerzem Florencji, miała ogromne znaczenie, bo właśnie w znacznym stopniu dzięki temu uczniowi Petrarki udało się we Florencji wzbudzić prawdziwą fascynację greką. Dzięki niemu zaczęto nauczać jej za publiczne pieniądze już w 1397 roku. W dwadzieścia lat później dyskusje na temat Homera i innych greckich autorów znalazły uznanie w wyższych sferach Florencji. Cino Rinuccini w Inwektywie na oszczerców Dantego, Petrarki i Boccaccia, napisanej przed 1417 rokiem, mówi o ludziach, którzy „robią wielkie debaty w publicznych miejscach na temat, który z dwóch – Homer czy Wergiliusz – był większym poetą”.


Obok Jacopa Angeliego, który tuż po 1403 roku miał dokończyć przekład Geografii Ptolemeusza rozpoczęty przez Manuela Chrysolorasa, nieznanych dotąd na Zachodzie ksiąg poszukiwali Guarino da Verona i sycylijczyk Giovanni Aurispa. Pierwszy z nich odnalazł m.in. teksty dzieł Ksenofonta, Kasjusza Diona, niektóre teksty Arystotelesa i Bazylego Wielkiego. Zasługi Aurispy, który po raz pierwszy gościł w Konstantynopolu pomiędzy rokiem 1405 a 1413, a następnie w latach 1421 i 1423, są wprost nie do przecenienia. W wyniku pierwszej wyprawy pozyskał manuskrypty utworów Sofoklesa, Eurypidesa i Tukidydesa; kolejne wyjazdy zaowocowały odnalezieniem dzieł m.in. Ajschylosa, Apolloniosa z Rodos, Arystofanesa, Kallimacha, Strabona, Prokopiusza i Hymnów homeryckich. W sumie Aurispa, który w 1421 roku towarzyszył w wyprawie do Bizancjum Gianfrancescowi Gonzadze, a w dwa lata później znalazł się w orszaku zdążającego do Italii cesarza Jana Paleologa, miał zdobyć bez mała 238 dzieł autorów greckich.


Na wymienienie w tym miejscu zasługują ponadto Francesco Filelfo (przebywał w Konstantynopolu w latach 1420–1427) i Cyriak z Ankony, szczególnie słynny wśród archeologów i historyków sztuki starożytnej i renesansowej za sprawą jego przerysów licznych dzieł antycznych. Pierwszy z nich, który z czasem stał się nauczycielem przyszłych papieży humanistów – Mikołaja V i Piusa II – odnalazł i przywiózł do Italii dzieła takich autorów, jak Teokryt, Hezjod, Dion Chryzostom, Diogenes Laertios, Libaniusz i Filostrat. Cyriak, którego interesowały w czasie jego licznych wypraw do Grecji przede wszystkim inskrypcje, miejsca kultowe i dzieła sztuki, przywiózł do Europy m.in. manuskrypt Strabona i egzemplarz Moraliów Plutarcha. Mniej więcej w tym samym czasie, a więc w latach 30. XV wieku, kiedy do Grecji jeździł Cyriak, w Konstantynopolu studiowali grekę Antonio Cassariano i Giovanni Torelli, którzy wiedzeni duchem renesansowego entuzjazmu do kultury greckiej, jak wielu ich poprzedników, poszukiwali jednocześnie rzadkich czy mało znanych dzieł. Cassariano powrócił do Italii z kodeksem zawierającym wszystkie dzieła Platona, zaś Torelli przywiózł ze sobą Tukidydesa oraz pisma Hermesa Trismegistosa i Dioskuridesa. Wiadomo jest powszechnie, jak niecierpliwie na przekład Hermesa Trismegistosa czekał Kosma Medyceusz i jak łacińskie tłumaczenia dzieł Platona – wszystkie dokonane przez Marsilia Ficina w 3. ćwierci XV wieku – wpłynęły w ogromnym stopniu na humanizm florencki.


Dyskurs nad tematem podjętym w tych uwagach nie może pominąć imion dwóch wielkich Greków – wspomnianego już Chrysolorasa (1355–1415) i kardynała Bessariona (1403–1472). Pierwszy z nich, bizantyński dyplomata o szerokim wykształceniu, prowadził we Florencji na zaproszenie Salutatiego regularne wykłady na temat języka greckiego. Okazał się znakomitym nauczycielem, o czym świadczy spore grono jego uczniów, a wśród nich tak wybitnych, jak Leonardo Bruni, kolejny humanista na urzędzie kanclerskim Florencji, i Ambrogio Traversari. Rok 1397 – rok rozpoczęcia nauczania przez Chrysolorasa – można uznać za datę narodzin studiów nad greką w czasach nowożytnych. Bruni, Traversari i ich uczniowie, m.in. wspomniany już Guarino z Werony, dokonali licznych znakomitej klasy przekładów z greki na łacinę. Przekłady były niekiedy całkiem dobrze płatnym zajęciem, toteż wielu pomniejszych humanistów i uczonych zajmowało się głównie działalnością translatorską. Powstało ich bardzo wiele; szczególnym ich animatorem był papież Mikołaj V (1447–1455), który zamówił łacińskie przekłady Herodota, Tukidydesa, pierwszych pięciu ksiąg Polibiusza, Arystotelesa, Platona, Ksenofonta, Teofrasta i Strabona. Papież ten zamówił również kolejny przekład Ptolemeusza; interesował się także dziełami najwybitniejszych matematyków świata antycznego – Archimedesa i Euklidesa. Zanim opowiemy o recepcji dzieł tych uczonych i roli kardynała Bessariona oraz Demetriusza Chalkondylesa i Angela Poliziana, należy jeszcze przywołać przekład pewnego dzieła Bazylego Wielkiego, który odegrał znaczną rolę w umacnianiu idei humanistycznych w Italii i całej Europie.
List wielkiego doktora Kościoła wschodniego O pożytku z czytania pism pogańskich (znanego też pod tytułem Do młodych) dotarł do Europy pod koniec XIV wieku i wkrótce, tuż po roku 1400, na prośbę Salutatiego przełożony został przez Leonarda Bruniego na łacinę. Ze względu na jego humanistyczny wydźwięk – gdyż w piękny sposób zalecane jest w nim studiowanie dzieł pisarzy przedchrześcijańskich, m.in. Homera i Sofoklesa – jeszcze przed połową tego samego stulecia dokonano jego przekładu na włoski, a potem na inne języki narodowe. O skali oddziaływania tego podstawowego dla zwycięstwa idei humanistycznych we Florencji tekstu świadczy około 400 zachowanych do dziś jego rękopiśmiennych kopii, wykonanych przed nastaniem ery książki drukowanej, kiedy stał się powszechnie znany w całej Europie, także w Polsce. Jeden z jego fragmentów zawiera takie słowa: „Słyszałem [...] od pewnego znawcy, że cała poezja Homera jest właściwie jedną wielką pochwałą cnoty i że z wyjątkiem nielicznych ustępów, służących raczej tylko dla ozdoby, wszystkie jego opowiadania tę wspólną myśl przewodnią zawierają! Najwyraźniej przejawia się ona w opisie ocalenia z rozbitego okrętu wodza Kefalleńczyków [Odysa], którego królewna [Nauzykaa] powitała z szacunkiem, mimo że był nagi, ponieważ okrywała go szata cnoty. Potem również inni Feakowie tak go cenili, że zrezygnowawszy z wystawnego życia, pełni podziwu poczęli go naśladować […]”.


W niespełna ćwierć wieku po dokonaniu przekładu listu Bazylego, zapewne w 1424 roku, Leonardo Bruni w liście do Battisty Malatesty tak pouczał tę wykształconą niewiastę: „Trzeba czytać i smakować także poetów. Arystoteles ciągle powołuje się na Homera, Hezjoda, Pindara i Eurypidesa [...]. Ten, kto ich dzieł nie czyta, nie może być policzony do grona osób wykształconych. Wiele prawd moralnych poeci przytaczają bowiem z wielką łatwością i mądrością. Posiadają wielki autorytet, bo są antyczni i otoczeni wielką sławą [...]. Jak żadni inni ludzie pióra dostarczają znakomitych przykładów wierności i uczciwości; oto Penelopa jakże wierna Odysowi czy Alcestis jakże oddana Admetowi [...]”.


W czasie, gdy Bruni – uczeń Chrysolorasa – przekładał tekst Bazylego Wielkiego, urodził się drugi Grek wielce zasłużony w dziedzinie poznawania i upowszechniania wiedzy o dorobku starożytnej Hellady. Johannes Bessarion kształcił się w Konstantynopolu, gdzie spotkał znanego już nam Filelfa, dzięki któremu zetknął się ideałami włoskiego renesansu. W Mistrze na Peloponezie w latach 1431–1436 poznał słynnego myśliciela Georgiosa Gemistosa Plethona i przejął od niego podziw dla Platona. W 1438 roku Bessarion był członkiem delegacji na sobór ferraryjsko-florencki. Jego sprzyjanie pomysłowi unii pomiędzy Kościołem wschodnim i zachodnim, a przede wszystkim ogromna wiedza i dobra znajomość łaciny spowodowały, że otrzymał od papieża Eugeniusza IV kapelusz kardynalski i na stałe pozostał w Italii. Do dziś istnieje w Rzymie przy via San Sebastiano (początek via Appia Antica) jego dom, który był ośrodkiem działalności literackiej, a szczególnie studiów nad greką. W jednym z listów uczony kardynał napisał, że upadek cesarstwa bizantyńskiego zachęcił go do utworzenia bogatej biblioteki dzieł greckich. Cała ta biblioteka z czasem trafiła do Wenecji, gdzie do dziś pozostaje. Ten wybitny uczony zajmował się też działalnością translatorską i pisaniem rozpraw. Dokonał znakomitego przekładu na język łaciński Metafizyki Arystotelesa i opublikował obszerną rozprawę skierowaną przeciwko krytykom Platona – In calumniatorem Platonis. Jak już wielokrotnie zauważano, działalność Bessariona jest dobrym przykładem stosowania metody naukowej przy analizie tekstów; dał temu wyraz w czasie obrad wspomnianego soboru i podczas spotkań w jego rzymskim domu.


Do grona jego przyjaciół, które nazywano Akademią, należeli: Jan Argyropulos (nauczyciel greki we Florencji w latach 1456–1471), Georgios z Trapezuntu, wspominany już Demetriusz Chalkondyles, Teodor z Gazy i spora grupa znakomitych humanistów włoskich, m.in. Poggio Bracciolini, Lorenzo Valla (m.in. tłumacz Tukidydesa), Flavio Biondo i Bartolomeo Platina, przyjaciel naszego Kallimacha (Filippa Buonacorsiego). Osobistym sekretarzem kardynała był Niccolò Perotti, tłumacz Polibiusza. W mowie wygłoszonej na pogrzebie Bessariona w kościele Santa Maria Aracoeli Niccolò Capranica wypowiedział znamienne słowa: „Dom jego słuszniej możemy nazwać Akademią, skoro zdobiły go nazwiska tylu tak znakomitych ludzi biegłych w obu językach [greckim i łacińskim]”. Niezwykle istotny jest fakt, że Akademia ta podjęła dzieło wydawania drukiem wszystkich klasyków greckich; niebawem tym śladem miał podążyć słynny działający w Wenecji wydawca Aldus Pius Manutius, znany jako Manucjusz. Jego odpowiednikiem w Polsce był krakowski wydawca Hieronim Wietor, zaś wielkim propagatorem nauczania greki na Uniwersytecie Jagiellońskim był biskup Piotr Tomicki (1464–1535), wychowanek Uniwersytetu w Bolonii.


Przekazując na cztery lata przed śmiercią swoją bezcenną bibliotekę do Wenecji, Bessarion tak pisał w liście z 30 czerwca 1468 roku do Senatu Republiki: „Chociaż całą duszą oddany byłem tej sprawie [studiów i książek], jednak jeszcze z gorętszym staraniem po upadku Grecji i po godnym opłakiwania zniewoleniu Bizancjum użyłem wszelkich sił, starań, pracy i środków pieniężnych na poszukiwanie greckich ksiąg. Przerażała mię myśl i ogromnie niepokoiła, aby nie było narażone na niebezpieczeństwo i nie poginęło w krótkim czasie, wraz z całą resztą, tyle wspaniałych ksiąg, tyle trudu i wysiłków znakomitych ludzi, tyle światła dla całego świata. Wszak już dawniej doznaliśmy takiej straty, że z 220 tysięcy ksiąg, które według Plutarcha znajdowały się w Apamejskiej Bibliotece, doszedł do nas zaledwie jeden tysiąc. Usiłowałem zatem, ile tylko miałem możliwości, zebrać nie tyle dużo ksiąg, ile najlepszych, poszczególne dzieła w pojedynczych egzemplarzach, a w ten sposób zebrałem prawie wszystkie pisma mędrców greckich, szczególnie te rzadkie i trudne do znalezienia […]. Do waszej Rzeczypospolitej najwięcej spływa ludzi z niemal całego świata […]. Grecy przyjeżdżając okrętami najpierw lądują w Wenecji, tym przyjaznym uczuciem kierowani ku wam, że przybiwszy do waszego miasta będą mogli poczuć się, jak gdyby przybyli do drugiego Bizancjum. W związku z tym wszystkim, jakżeż lepiej mogłem umieścić ten dar niż u ludzi, których wielu dobrodziejstwami zostałem ujęty i zobowiązany, i w tej Rzeczypospolitej, którą po upadku Grecji obrałem za ojczyznę, przyjęty i uznany z najwyższym szacunkiem […]. Wszystkie moje księgi w obu językach [greckim i łacińskim] ofiarowuję w darze świątyni św. Marka w waszej sławnej Rzeczypospolitej”. Książki te są do dziś chlubą weneckiej Biblioteca Marciana i stały się, wraz z osobą darczyńcy, przedmiotem imponującej wystawy i katalogu pt. Bessarion i humanizm.


Demetriusz Chalkondyles, jeden z przyjaciół wielkiego kardynała-humanisty, z którego osobą związane jest nasze motto, objął we Florencji katedrę języka greckiego po Argylopulosie; pozostał na niej przez dwadzieścia lat (1471–1491), a więc wraz z Marsiliem Ficinem i Polizianem tworzył jedyne w swoim rodzaju trio w studiach nad greką, Homerem, Platonem i pismami orfickimi. W tym czasie, w roku 1488, wydał editio princeps dzieł Homera, a więc wpisał się pięknie w postulat Akademii Bessariona wydawania arcydzieł literatury greckiej w oryginale. Jeszcze jedną pamiątką po jego długim pobycie we Florencji jest przechowywany w Biblioteca Laurenziana (Laur. 56.10) iluminowany manuskrypt Periegesis tes Hellados, bezcennego dzieła Pauzaniasza opisującego najważniejsze krainy starożytnej Grecji i ich zabytki. Warto tu przypomnieć, że w posiadanie tekstu Pauzaniasza wszedł już w 1418 roku Niccolò Niccoli, jeszcze jeden wybitny humanista włoski, i że egzemplarz dzieła był też w bibliotece Bessariona. Editio princeps Periegesis ukazało się w 1516 roku w Wenecji u Manucjusza, dokonano też przekładu dzieła na łacinę, czego podjęli się Domizio Calderini i Romolo Amaseo.


Warto tu jeszcze wspomnieć o jednym z ludzi z kręgu Wawrzyńca Wspaniałego, uczniu Chalkondylesa. Angelo Poliziano (1454–1494), poeta i uczony, nie tylko dobrze naśladował greckich poetów, ale swoimi wykładami w zasadniczy sposób wpłynął na zmianę profilu studiów zarówno nad literaturą grecką, jak i łacińską. Z jednej strony podkreślał osiągnięcia Kwintyliana i poetów łacińskich, a z drugiej prowadził prelekcje o wybitnych poetach epoki hellenistycznej – Kallimachu i Teokrycie. Jak słusznie zauważono w literaturze przedmiotu, Poliziano „był pierwszym Włochem, który dorównał rodowitym Grekom pod względem kompetencji językowej”. Autor słynnej niegdyś Favola di Orfeo przełożył na łacinę dzieło historyka Herodiana oraz kilka utworów filozofa Epikteta i Plutarcha.
Pod koniec XV wieku, a więc w czasie, gdy umierali Poliziano (1494) i jego wielki protektor Wawrzyniec Wspaniały (1492), który w swej bibliotece zgromadził wielką liczbę tekstów greckich, większość dzieł literatury i filozofii greckiej była dostępna w przekładach łacińskich. We Florencji czasów Kosmy i Wawrzyńca Medyceuszów Marsilio Ficino, autor m.in. Theologia Platonica i tłumacz hymnów orfickich, Platona, Plotyna, Proklosa i innych neoplatoników, co roku obchodził w założonej przez siebie Akademii Platońskiej urodziny Platona. W czasie tej uroczystości, w dniu 7 listopada, śpiewano hymny w językach greckim i łacińskim, w tym zapewne również hymny orfickie. Tak więc wielki ruch umysłowy, jakim był humanizm, w znacznym stopniu skoncentrował się na studiowaniu dziedzictwa starożytnej Grecji i jej bizantyńskich kontynuatorów. Dzięki renesansowemu humanizmowi język grecki i znajomość piśmiennictwa w tym języku stały się na przełomie XV i XVI wieku nieodzownym składnikiem wykształcenia każdego humanisty i uczonego. Wystarczy lektura dzieł Erazma z Rotterdamu, Jana Kochanowskiego i Franciszka Rabelais’go, by sobie uświadomić, jak kultura i nauka grecka wniknęły głęboko w myślenie, działania i twórczość także humanistów pochodzących z krajów pozaalpejskich. Rabelais, który był praktykującym lekarzem, wielokrotnie przywołuje nie tylko Galena i Dioskuridesa, ale też Archimedesa, Plutarcha, Pauzaniasza i całą plejadę innych pisarzy. W liście Gargantui do Pantagruela, który udał się na studia do Paryża, czytamy: „Obecnie wszystkie nauki odżyły i wróciły do czci, języki zmartwychwstały: grecki, bez którego wstydem jest, aby ktoś się mógł mienić uczonym, hebrajski, chaldejski, łaciński. Kwitnie sztuka drukarska, tak wyborna, tak doskonała, tak udoskonalona, którą wynaleziono swego czasu z natchnienia Bożego, tak jak, przeciwnie, broń palną z podszeptu szatana. Świat pełen jest ludzi uczonych, najświatlejszych nauczycieli, najwspanialszych księgarni; i sądzę, iż ani za czasów Platona, ani Cycerona, ani Papiniana nie było takich ułatwień w nauce jak obecnie”.
A zatem jak przedstawiała się sprawa recepcji nauki greckiej i przekładów jej najznakomitszych dzieł?

Nauka grecka i włoski renesans

Dotychczas w naszych przywołaniach greckich autorów pojawiło się zaledwie kilka nazwisk, które możemy wiązać z nauką. Poza Arystotelesem byli to Dioskurides, Teofrast i oczywiście Ptolemeusz. Wspomnieliśmy też Euklidesa i Archimedesa, których traktaty są rzadziej pokazywane na wystawach starych ksiąg niż pięknie iluminowane dzieła literatury. Manuskryptów ich dzieł nie zabrakło wszakże na wzorowo przygotowanej wystawie pt. Vedere i classici, poświęconej roli piśmiennictwa starożytnego w łacińskim średniowieczu i w epoce renesansu. Ta nieco rzadsza obecność na typowo humanistycznych wystawach traktatów naukowych spowodowana jest stosunkowo mało atrakcyjnymi rysunkami, które je ozdabiają, i poziomem abstrakcji spekulacji matematycznej, jakże odległej dla umysłów większości przedstawicieli nauk humanistycznych. W epoce renesansu było wszakże inaczej, wielu humanistów interesowało się mechaniką, matematyką i geometrią, choć tylko nieliczni sięgali poziomem Francesca di Giorgio Martiniego czy Leonarda da Vinci. Najlepszym tego przykładem są papież Mikołaj V i wielki myśliciel Mikołaj z Kuzy, autor dzieła De mathematis complementis z 1453 roku, będącego rodzajem komentarza do dzieł Archimedesa. Z drugiej strony należy pamiętać, że tak w starożytnej Grecji, przynajmniej do czasów Arystotelesa, jak i w epoce renesansu nauka była wiązana z myślą filozoficzną; w ten sposób nauka ujęta jest w systemie Platona, ale jego uczeń, Arystoteles, podjął udaną próbę oderwania badań naukowych od spekulacji filozoficznych. W utworzonym przez niego Liceum narodziła się zoologia i botanika, którą znakomicie rozwinął Teofrast.


Nauka grecka nabrała wielkiego znaczenia dopiero w okresie hellenistycznym, a jej osiągnięcia zaczęto powszechnie stosować w praktyce. I w tym miejscu wracamy do nazwisk Euklidesa (żył na przełomie wieków IV i III przed Chr.) i Archimedesa (287–212). Euklides jest autorem dzieła pt. Elementy geometrii, w którym zawarł całą dotychczasową wiedzę matematyczną, m.in. Pitagorasa i jego uczniów, wzbogacając ją licznymi własnymi odkryciami. Archimedes, który działał zarówno w Syrakuzach, jak i w Aleksandrii uznawany jest powszechnie za największego matematyka i fizyka wszech czasów. Napisał m.in. takie dzieła, jak O kwadraturze odcinka paraboli, O pomiarze koła, O figurach obrotowych, O kuli i walcu. Jego traktat Psamites (Liczba ziaren piasku) dostarcza informacji o heliocentrycznym systemie Arystarcha z Samos; wypada w tym miejscu przypomnieć, że Ptolemeusz odrzucił ten system i był zwolennikiem systemu geocentrycznego, pomimo że stworzył hipotezę na temat ruchu obrotowego Ziemi. Jak powszechnie wiadomo, wielki Grek z Syrakuz wynalazł śrubę wodną, był twórcą mechaniki teoretycznej i hydrostatyki, skonstruował globus i planetarium, które po zdobyciu Syrakuz przez Rzymian w 212 roku przed Chr. trafiło do stolicy republiki rzymskiej, gdzie podziwiał je Cyceron. Dokonania Archimedesa znane są nie tylko z jego własnych tekstów, których znaczną część przełożono na łacinę pod auspicjami papieża Mikołaja V, ale również z Żywota Marcellusa, rzymskiego zdobywcy Syrakuz, autorstwa Plutarcha.


Elementy geometrii Euklidesa poznała Europa dzięki aleksandryjskiemu uczonemu o imieniu Theon (ojcu słynnej Hypatii), który żył w IV wieku po Chr. i wydał je z komentarzem, podobnie jak Almagest (Księgę matematyczną z zakresu astronomii) Ptolemeusza. Jeden z czternastowiecznych manuskryptów Elementów znajduje się, od czasów Kosmy Medyceusza, we florenckiej Biblioteca Laurenziana. Na początku XV wieku, zapewne tuż po roku 1410, obszerne fragmenty tego dzieła były już dostępne w wersji łacińskiej. Kompletne wydanie oryginału greckiego ukazało się na początku XVI wieku.


Euklides jest też autorem traktatu pt. Optyka. Wiemy, że jeden z manuskryptów tego dzieła został skopiowany w Rzymie w roku 1458 przez Michela Foresia dla sekretarza papieża Piusa II Francesca da Borgo Sansepolcro. Z czasem trafił on do biblioteki wielkiego mecenasa sztuki i kolekcjonera ksiąg Federica da Montefeltre, władcy Urbino. Optyka Euklidesa odegrała znaczną rolę w rozważaniach nad perspektywą geometryczną i w jej stosowaniu; w szczególny sposób zajmowali się nią Leon Battista Alberti i Piero della Francesca. W rzeczywistości napisana przez Piera De prospettiva pingendi, choć skierowana do malarzy, jest dziełem z zakresu matematyki i geometrii. Piękny, znakomicie iluminowany egzemplarz Optyki przełożonej na łacinę znajduje się obecnie w Bibliotece Watykańskiej, ale opatrzony jest sygnaturą Urb. Lat. 1329, a więc został wykonany w Urbino.


Nie tylko biblioteka papieska, ale również biblioteka medycejska i inne znaczące biblioteki Italii posiadają manuskrypty dzieł Archimedesa. Biblioteca Laurenziana we Florencji jest w posiadaniu piętnastowiecznego kodeksu, który zawiera m.in. dzieła O kuli i walcu, O ślimacznicach i O figurach obrotowych (MS. Gr., perg., cc 179). Egzemplarz ten pozyskał dla Wawrzyńca Wspaniałego sam Angelo Poliziano. W jednym z listów do swego protektora tak pisał z entuzjazmem 20 czerwca 1491 roku: „W Wenecji znalazłem niektóre dzieła Archimedesa i matematyka Herona, których u nas [we Florencji] brakuje i inne znakomite pisma”. Dzieła Archimedesa były przekładane na łacinę już w XIII wieku, ale wspominany wielokrotnie papież Mikołaj V zamówił nowe, doskonalsze tłumaczenia. Tuż po 1450 roku wykonał je Jacopo de Sancto Cassiano z Cremony. Egzemplarz tego tłumaczenia otrzymał nie tylko Mikołaj z Kuzy, ale również kardynał Bessarion; znajduje się on obecnie w Biblioteca Nazionale Marciana w Wenecji (MS. Marc. Lat. 327). Iluminowany kodeks dzieł Archimedesa w przekładzie Jacopa z Cremony, niemal równie piękny jak wspomniany wcześniej egzemplarz Optyki Euklidesa, został także wykonany dla Federica da Montefeltre (Urb. Lat. 261).


Wielkim zainteresowaniem w epoce renesansu cieszyły się dzieła Teofrasta, Dioskuridesa i dwóch wielkich medyków – Hippokratesa i Galena. Historia plantarum Teofrasta, której egzemplarz około 1430 roku czytał Ambrogio Traversari, doczekała się łacińskiego przekładu już w XV wieku, zapewne za sprawą Teodora z Gazy. W 1549 roku w Wenecji ukazało się także włoskie wydanie tego dzieła w przekładzie A. M. Bionda. De materia medica Dioskuridesa wielkiego powodzenia doczekała się na przełomie XV i XVI wieku. W XVI wieku przekładów tego dzieła dokonali m.in. Marcello Virgilio (1518) i Marcantonio Montigiano (1547).


Do najpiękniejszych ksiąg epoki renesansu należą wszakże bez wątpienia te autorstwa Ptolemeusza, zwłaszcza jego Geografia. Bez mała dziesięć pięknie iluminowanych jej egzemplarzy pokazano na wystawie Vedere i classici, eksponowanej w Bibliotece Watykańskiej (1996), a następnie w Biblioteka Laurenziana we Florencji (1997), gdzie piszący te słowa miał przyjemność je oglądać. To jedna z najbardziej – i to z założenia – wizualnych, jeśli można tak powiedzieć, książek świata. Niespecjalistów rzadko mapy wciągają w dłuższe ich studiowanie, w przypadku map zdobiących dzieło Ptolemeusza jest inaczej. Dzieje się tak być może za sprawą świadomości, że przez wieki jako jedyne otwierało ono drogę do zrozumienia kształtów trzech znanych wówczas kontynentów. Te renesansowe mapy, wykonane według instrukcji greckiego uczonego, wraz z towarzyszącymi im inskrypcjami, personifikacjami wiatrów i innymi ozdobnikami są jedynymi w swoim rodzaju dziełami sztuki. Być może także dlatego Ptolemeusz wraz z wieloma innymi największymi umysłami starożytności został uwieczniony przez Rafaela w jego Szkole Ateńskiej. Warto rzucić już w tym miejscu okiem na ten fresk, bo jest to przepiękny hołd złożony tak przez papiestwo – w osobie Juliusza II, jak i przez artystę tym wszystkim starożytnym Grekom, którzy stworzyli wizję świata pozostającą do dziś najwyższym standardem, zarówno w sferze estetyki i filozofii, jak również – w znacznym stopniu – w uprawianiu nauki.


Giovanni Pietro Bellori w Opisie obrazów namalowanych przez Rafaela z Urbino (1685), w którym wspomniane malowidło nazwane jest Gimnazjum (zapewne za sprawą obecności w jego centrum Arystotelesa kroczącego obok Platona, który ma oblicze Leonarda da Vinci), a nie Szkołą Ateńską, pisze o Pitagorasie w otoczeniu uczniów, Archimedesie (Vasari dostrzegł w jego obliczu podobieństwo do Bramantego) i Sokratesie dyskutującym z Alkibiadesem. Z czasem mędrca z globem w ręku – symbolem kuli ziemskiej – i z koroną na głowie, stojącego obok Archimedesa, zidentyfikowano jako Ptolemeusza. Zauważamy, że postać rozpoznana jako Zoroaster trzyma sferę gwiaździstą. „Ptolemeusza – pisze Julian Klaczko w swoim niegdyś słynnym dziele pt. Juliusz II – poznajemy po przywłaszczonej koronie, a po wschodnim ubiorze jego towarzysza, Zoroastra, przenoszącego nas myślami do ludów Chaldei i Babilonu, które pierwsze zgłębiły ruchy ciał niebieskich”. Klaczko nie omieszkał wspomnieć o tablicy harmonicznej ze znakami diapazonu (odniesienie do muzyki sfer), którą trzyma przed Pitagorasem jeden z jego uczniów, ale w tajemniczej, zatopionej w myślach postaci, siedzącej pośrodku na pierwszym planie zobaczył Demostenesa. Obecnie przyjmuje się, że jest to Heraklit lub Demokryt; co niezwykle ciekawe, ta głęboko zasępiona postać ma oblicze Michała Anioła. Składając hołd wielkim greckim filozofom i uczonym Rafael uczcił jednocześnie wielkiego uczonego i malarza Leonarda i nowego Fidiasza, który podpisywał się Michelagnolo.


Rinascimento dell’antichità w sztuce

Wielcy artyści z czasów Peryklesa, Platona i Aleksandra Wielkiego, tacy jak Fidiasz, Praksyteles, Zeuksis i Apelles, znani byli w epoce renesansu głównie poprzez teksty Pliniusza Starszego, Plutarcha, Lukiana i Filostrata. Artyści ci byli postaciami raczej z legendy niż z realnego świata, bo nie znano ich dzieł. Dobrym przykładem takiego legendarnego życia wielkich rzeźbiarzy było identyfikowanie słynnych, ponadnaturalnej wielkości Dioskurów na Monte Cavallo w Rzymie jako dzieła Fidiasza i Praksytelesa. Rzeźby i dzieła gliptyki, które zdominowały wyobraźnię braci Pollaiuolo, Botticellego, Rafaela i Michała Anioła – by wymienić tylko najwybitniejszych artystów – były dziełami nie epoki klasycznej, a hellenistycznej. W tej epoce, pomiędzy czasami Aleksandra Wielkiego a bitwą pod Akcjum (31 r. p.n.e.), powstały bowiem Torso Belwederskie, Apollo Belwederski, Laokoon, Śpiąca Ariadna (przez wieki znana jako Umierająca Kleopatra), Wenus Feliks, Przykucnięta Wenus (Afrodyta Doidalsesa) i tzw. Tazza Farnese. Liczba dzieł sztuki inspirowanych tymi arcydziełami, przechowywanymi głównie w Muzeach Watykańskich, jest ogromna. Zanim do kilku z nich się odniesiemy, warto przywołać przykłady obrazów, które wyrosły głównie z wyobraźni artystów na podstawie instrukcji uzyskanych od autorów programów ikonograficznych; byli nimi nierzadko wybitni humaniści, m.in. Leon Battista Alberti, Marsilio Ficino i Angelo Poliziano.


Sięgnijmy najpierw po przykłady z polskich zbiorów, które w latach 1994–2000 zostały ogromnie wzbogacone w dzieła sztuki włoskiego renesansu dzięki pamiętnej donacji Karoliny Lanckorońskiej. Mamy tu na myśli znakomity przykład wizualizacji przez Apollonia di Giovanni opowieści homeryckiej zawartej w Odysei z połowy XV wieku, obraz Jacopa del Sellaio Orfeusz wśród zwierząt i niemal magiczne w swej kolorystyce i koncepcji płótno Dossa Dossiego z lat 20. XVI wieku pt. Zeus malujący motyle. Zacznijmy od malowideł Apollonia di Giovanni, by uświadomić sobie trudny proces dochodzenia do stylu renesansowego, czyli do stylu antykizującego.


Malowidła florenckiego artysty, przechowywane w Zamku Królewskim na Wawelu, powstały w około osiemdziesiąt lat po przekładzie dzieł Homera przez Leonzia Pilata dla Petrarki; są one dość odległe od stylu all’antica. Wszystkie postacie bowiem noszą współczesne, tzn. wczesnorenesansowe ubiory, a poprzez swe bogactwo, obfitość złota i dekoracyjność przynależą właściwie do gotyku międzynarodowego. W tym czasie był to jednak styl ciągle preferowany nawet wśród wielu światłych Florentyńczyków. Niemniej jednak, przynajmniej jeden „grecki”, a właściwie bizantyński element jest obecny na naszych cassoni. Między innymi w scenach z Polifemem i Syrenami niektórzy z towarzyszy Odysa mają wysokie, rozszerzające się ku górze nakrycia głowy, jakie możemy odnaleźć również na innych piętnastowiecznych przedstawieniach Bizantyńczyków we Włoszech. W biografii papieża Eugeniusza IV, który był organizatorem soboru w Ferrarze i Florencji, Vespasiano Bistici pisze: „Nie mogę nie wygłosić pochwały Greków, albowiem przez ostatnie piętnaście stuleci lub jeszcze więcej nie zmienili w ogóle stylu swoich ubiorów. Mają one ten sam wygląd jak w czasach starożytnych. Można to zobaczyć w Grecji na polach Filippi, gdzie znaleziono wiele fragmentów rzeźb, na których widać ludzi ubranych w taki sposób, jak czynią to Grecy po dzień dzisiejszy”. Tak więc Apollonio wierzył zapewne, że przedstawiając towarzyszy Odyseusza z wysokim nakryciami głowy malował sceny z Odysei rzeczywiście alla greca. Niewątpliwie all’antica – zapewne za sprawą przywiezionych z Grecji rysunków Cyriaka z Ankony – są jednak jego przedstawienia Hermesa, który nie ma już jak w średniowieczu wielkich skrzydeł, lecz buty ze skrzydełkami, zwane talaria, w ręku zaś prawdziwy kaduceusz.


Nasz drugi przykład prawdziwej fascynacji ideami płynącymi z ducha kultury greckiej, ale ciągle raczej poprzez teksty niż konkretne zabytki, wiąże się mitem o Orfeuszu. Niegdyś w kolekcji Lanckorońskich, a obecnie na Wawelu znajduje się sporych wymiarów tablica, która ukazuje słynnego śpiewaka antycznego w dwóch ujęciach. Raz – w centrum kompozycji – ukazany jest on pośród przeszło czterdziestu zwierząt oczarowanych jego grą i śpiewem; za drugim razem pojawia się samotnie, wpatrzony w niebo, stojący obok tempietto z nieodłączną lira da braccio w ręku. Czy śpiewa hymny orfickie? Wszystko zdaje się na to wskazywać. Jeśli rzeczywiście tak jest, byłby to oczywisty przykład oddziaływania przekładu z greki na łacinę hymnów orfickich, o których była już mowa. Wiemy, że Ficino nie tylko był ich tłumaczem (pisał o nich m.in. w listach do Filipa Buonnacorsiego, zwanego za słynnym poetą hellenistycznym Kallimachem, zamieszkałego w Krakowie), ale że je również śpiewał, a ponadto jego lirę miał ozdabiać wizerunek trackiego śpiewaka. Orfeusz, choć rodem ze świata mitologii, jest bez wątpienia jedną z najważniejszych postaci greckiej kultury, tuż obok Fidiasza, Platona, Archimedesa i być może Ptolemeusza. Pojawienie się we Florencji czasów Kosmy i Wawrzyńca Medyceuszów jego licznych wyobrażeń jest najlepszym dowodem na aspiracje Florencji, by stać się niejako nowymi Atenami.


W tym samym czasie, kiedy Jacopo del Sellaio tworzył swojego uduchowionego Orfeusza, jego bardziej słynny kolega – Sandro Botticelli – malował, być może instruowany przez samego Ficina, znacznych rozmiarów płótno powszechnie znane jako Narodziny Wenus. Podczas gdy sama postać Afrodyty (Wenus) wzorowana jest na jednej z wersji, czy – jak wolą niektórzy badacze – emanacji Afrodyty Knidyjskiej Praksytelesa, ukazani po jej lewej stronie Zefir i Chloris są udaną adaptacją personifikacji wiatrów widocznych na słynnym dziele gliptyki hellenistycznej, tzw. Tazza Farnese. Z kolei najważniejszym źródłem literackim obrazu jest bez wątpienia hymn homerycki do Afrodyty, a więc jeden z tych utworów literatury greckiej, który dotarł do Italii w XV wieku (stało się to dzięki Giovanniemu Aurispie) i podobnie jak dzieła Lukiana, zwłaszcza te opisujące dzieła sztuki, wpłynął na powstanie fascynujących arcydzieł czasów nowożytnych.


I wreszcie obraz Dossa Dossiego na Wawelu: ukazuje on Zeusa w roli malarza malującego motyle, za którym stoi Hermes nakazujący milczenie zbliżającej się ku niemu kobiecie identyfikowanej z Cnotą. Niegdyś przypuszczano, że to właśnie jeden z utworów Lukiana był tu inspiracją, ale w wyniku pogłębionych badań okazało się, że autorem tego tekstu był sam Leon Battista Alberti. W swoim traktacie O malarstwie z 1435 roku Alberti we własnym imieniu zaleca czerpać tematy z literatury Grecji starożytnej, w przypadku tekstu o Zeusie jednak podszył się (być może nie z własnej woli znalazł się w tej roli) pod uznany w epoce renesansu autorytet, aby utwór nabrał więcej powabu i mocy. Dosso Dossi, inspirując się nim, namalował prawdziwe arcydzieło. Obraz jest czymś w rodzaju fantazji alla greca przeniesionej w świat renesansu.


Pozostaje nam jeszcze, choćby pokrótce, odnieść się do oddziaływania rzeźby hellenistycznej. Wystarczy rzut oka na Parnas Rafaela w Stanza della Segnatura w pałacu papieskim na Watykanie czy na freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, aby zobaczyć w dziele Rafaela doskonały przykład asymilacji m.in. posągu Kleopatry (Ariadny), a w malowidłach Michała Anioła znakomite adaptacje Torsa Belwederskiego, Grupy Laokoona i Apollina Belwederskiego; ten ostatni „użyczył” swego oblicza Chrystusowi w Sądzie Ostatecznym. W przeciwieństwie do wielu fragmentarycznie zachowanych rzeźb antycznych, Torso nie zostało nigdy zrekonstruowane. Stało się tak zapewne za sprawą zbyt wielkiej liczby ubytków i niemal uwielbienia, jakim miał otaczać je Michał Anioł. Wymownymi dowodami tej fascynacji są przede wszystkim jego Ignudi, czyli bezskrzydli aniołowie na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej.


Warto tu jeszcze dodać, że już w młodości Michał Anioł zetknął się z dziełami antycznymi w ogrodzie Medyceuszów we Florencji, a Angelo Poliziano poddał mu pomysł wyrzeźbienia Walki Centaurów z Lapitami (odczytywanej też jako Porwanie Dejaniry). W tym zachowanym do dziś reliefie młody rzeźbiarz ukazał Fidiasza. Tym samym artysta ten stał się niejako nowym Fidiaszem, a jego wspomniane już inspiracje, m.in. Torsem Belwederskim i Laokoonem, czy wreszcie Wenus przykucniętą Doidalsesa w scenie Stworzenia Adama, gdzie dostarczyła wzoru do ukazania Ewy (lub personifikacji Mądrości, jak chcą niektórzy badacze), czynią z niego prawdziwego następcę wielkich greckich rzeźbiarzy, który stworzył wszakże swój własny, bardzo indywidualny styl. „Michał Anioł – pisze Giorgio Vasari – odznaczał się tak dobrą i głęboką pamięcią, że raz tylko widząc dzieła innych doskonale je zapamiętywał i umiał tak wykorzystać, że niemal nikt nie potrafił tego dostrzec”.


Próba konkluzji
Tylko cząstka dziedzictwa starożytnej Grecji dotarła do czasów renesansu poprzez starożytny Rzym i łacińskie średniowiecze. Petrarka i liczni kontynuatorzy jego dzieła byli tego w pełni świadomi. Podjęli trud poznania całego piśmiennictwa starożytnej Hellady, który odmienił Europę, otworzył przed nią wizję lepszego świata. Dzięki włoskiemu renesansowi traktujemy dziś dzieła Homera, Herodota, Sofoklesa, Euklidesa, Archimedesa i wielu innych pisarzy, poetów, architektów i uczonych jako fundamenty naszej cywilizacji. Prawdziwe rozpoznanie geniuszu Fidiasza, Iktinosa, Praksytelesa i wielu innych artystów im współczesnych miało dopiero nadejść w późniejszych wiekach, ale ich wielkość była przeczuwana i niekiedy nawet celebrowana. Dobrym tego przykładem są m.in. wspomniane rzeźby Dioskurów na Monte Cavallo w Rzymie. Geocentryczną wizję świata Ptolemeusza zastąpił wprawdzie system heliocentryczny Kopernika, ale jego Geografia pozostaje w naszej świadomości jednym z tych dzieł, które pozwoliły nam poznać cały glob ziemski i otworzyły drogę do poznania wszechświata.

Świat Ptolemeusza.
Włoska kartografia renesansowa w zbiorach Biblioteki Narodowej.

Koncepcja wystawy:
dr Tomasz Makowski
Jacek Dehnel
Mikołaj Baliszewski

Autorzy tekstów:
prof. Tomasz Derda
prof. Adam Łajtar
dr Tomasz Makowski
prof. Jerzy Miziołek
Lucyna Szaniawska

Narracja literacka:
Jacek Dehnel

Realizacja wystawy:
Marcin Jaworowicz
Ewa Korzeniowska
Monika Lipska

Projekt interfejsu i opracowanie graficzne:
Podpunkt

Produkcja:
Laboratorium EE


Wystawa dofinansowana ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa
Narodowego w ramach programu
„Dziedzictwo kulturowe”

Geografia Klaudiusza Ptolemeusza
w redakcji Nicolausa Germanusa
Rękopis BOZ 2/I

Geografia Klaudiusza Ptolemeusza
w redakcji Nicolausa Germanusa
Rękopis BOZ 2/II

Atlas nautyczny Antonia Milla
Rękopis ZZK 0.2399

Atlas nautyczny Starego Świata Angela Freducciego
Rękopis ZZK 0.2401

Zwiedzanie Katalog Nić Czasu Teksty Info